Nieznana droga, bez śladów, cieni i snów

Bez tchnienia i oddechów, i słów,

Zamkniętych w zmysłach odeszłych, minionych

Które zastygłe w słojach gęstych drzew starością spowitych

Spajały dawnych obecności błyski i mgnienia

Idę po ziemi zastygłej, na której tylko przeczucie liche unosi swój cienki płaszcz

I kieruje, wskazuje coś, czego nigdy widzieć nie zdołałam,

A co w bliskości kroki swej obecności wznosiło

Jakże słony świt, jakże słodka gorycz bytu

Która łagodnym biegiem wodospadu uderza w ostre, tnące skały,

By znów wznieść się i rozniecić promień

Obudzić, ocalić, pójść

By iść

 

 

Baruch Haszem!

Ania Forystek

Zatopieni w miłości, w rzece świętego przymierza, w zwoju splecionych serc, w pocałunkach świętego tchnienia w płonącym żywym ogniem wiecznego trwania wiecznej Obecności w świcie, w zmierzchu, w przeszłych zamierzeniach i planach odległych, we wszystkim wszechmocna pieśń miłości, pieśń wznosząca w przestwór sklepień niebiańskich istot żyjąc tysiącem mgnień i błysków w białych nocach i okryciach ciał nagich, w szale modlitewnych uniesień Obecni zawsze gotowi weahawta et Haszem Wieczność, zawsze, tu i teraz całą swoją mocą, o której nie wiesz, nie przeczuwasz, a tak doskonale odczuwasz w niedostrzegalnej swej poświacie Istnienia doskonałego, nie ujawnionego, nie wyrażonego, Obecnego, lecz nie wcielonego w żywot zbyt kruchy, strachliwy. O Straszliwy! Potężny! Wzmocnij nas swoją mocą, umiłuj nas swoją miłością, Ukoronuj nas Koroną swej Chwały, byśmy choć iskrą Twego Blasku mogli radować się i Ciebie wychwalać i wielbić i czcić pieśnią naszego życia dla Ciebie, z Tobą, MY.

Przeniknął mnie dziś bezgraniczny smutek. Straszny to stan. To było tak, jakby stanąć nad brzegiem pięknego morza, w którego falach złocistym blaskiem migoczą promienie słońca. I nic. Po prostu bezmiar wody lekko kołyszącej się równomiernym rytmem. I nic więcej. Jakaś pustka. A teraz jeszcze, jakby w odpowiedzi, na ręce pojawiła mi się jakaś wysypka. Ach, ta moja skóra zrobiła się tak delikatna, że czasem już nie wiem, co z tym zrobić.

Podobno smutek to nic dobrego. Rabi Nachman z Bracławia mocno zakazywał smucenia się, ale co zrobić, gdy przychodzi?

Wszystko jest od Boga, więc i ten smutek Stwórca daje mi w jakimś celu. By coś zobaczyć, usłyszeć, zrozumieć.

I właściwie samo to moje pisanie już przynosi mi jakąś wiązkę Światła. Jakoś lepiej, lżej. Chociaż znów zastanawiam się nad tym moim blogiem, czy kogoś to obchodzi? Czy coś się zmieni, jeśli przestanę go prowadzić? Wiem, że ten mój blog jest takim tam skromnym pisaniem. A może zrobić z niego coś w rodzaju pamiętnika? Może wtedy będzie ciekawszy? A może przynajmniej nie będę się przejmować, czy to, co piszę jest ciekawe. To będzie jedynie eksperyment terapeutyczny.

Droga do Światła… Czy możliwe jest dla takiego zwykłego człowieka jak ja, wejście w strefę Światła i być w niej stale, zawsze? Podobno nasza psychika tak już działa, że raz jesteśmy wyżej, a raz niżej z naszym tak zwanym samopoczuciem. Ale jeśli Bóg jest ponad tym wszystkim, to może zmienia się tylko tyle, że wiemy, iż wszystko, nawet to – powiedzmy – negatywne, pochodzi od Boga. Czy tak jest? Może.

Wiem, że dziś w tym całym smutku czułam taki rodzaj samotności, oderwania. Zwykle Szabat spędzam z innymi, a dziś było inaczej. I wtedy łatwo otworzyć bramę smutku. I przechodzą przez nią gromadnie wszystkie nasze troski, tęsknoty i różne zakłócające naszą radość jakieś myśli i uczucia.

Słońce zachodzi już coraz wcześniej, światła coraz mniej, więc budzi to jakiś taki dziwny lęk, że i dla nas tego Światła będzie mniej. A przecież nasze duchowe Światło, Światło naszego Istnienia, naszego prawdziwego Życia, nie zależy od tego fizycznego światła (choć oczywiście bez słońca ziemia przestałaby działać i prawdopodobnie ludzie by zwariowali). Ale czy słońce jest naszym bogiem? Chyba nie chcemy stać się bałwochwalcami?

 

W Psalmie 27, czytanym w miesiącu Elul, który mamy obecnie, znajdujemy między innymi takie oto rzeczy:

„1. Od Dawida. Bóg światłem i zbawieniem moim, kogóż się mam obawiać; Bóg obroną życia mojego, kogóż się mam lękać.

(…)

11. Wskaż mi Boże drogę Twoją, i prowadź po ścieżce prostej, wbrew czyhającym na mnie.

(…)

14. Polegaj na Bogu, bądź silnym, a utwierdzi się serce twoje; tak, polegaj na Bogu.”

Tehilim/Psalmy, tłum. Izaak Cylkow

 

Baruch Haszem!

 

AF

Pewien rabi widząc niezwykle zabieganego jednego ze swych chasydów, zapytał go: „Kiedy ostatnio spojrzałeś w niebo, na gwiazdy?”. „Hm, nie pamiętam, rabi, jestem zajęty, nie mam czasu” – odparł zafrasowany chasyd.

A jak często my spoglądamy w niebo, jak często wpatrujemy się w rozgwieżdżone sklepienie niebieskie? Inna jeszcze rzecz, jak często mamy możliwość zobaczenia rozgwieżdżonego nieba, gdy dzisiejsze miasta całą noc wypełnione są sztucznym światłem latarni, sklepów, bilbordów, mieszkań itd.

Muszę przyznać, że tu, gdzie mieszkam, właściwie to najczęściej oglądam gwiazdy, zwane „gwiazdami Dawida”. Hahaha. Z okna widzę mały kawałek nieba (ale jakże piękny), a i wyjście z domu niewiele daje, tak jasno oświetlony jest cały krakowski Kazimierz. A i czasu jakoś nie ma, by nocą szukać rozgwieżdżonych miejsc. Cóż więc pozostaje? Albo kupić sobie teleskop, lunetę, czy coś tego rodzaju. Albo – zacząć organizować jakieś nocne wycieczki. Jeszcze zimą może z tym łatwiej, bo noc wcześniej nastaje. A teraz?

Uwielbiam rozgwieżdżone niebo. Dusza wtedy wzlatuje w bezkresną otchłań nieodgadnionego Kosmosu. I zdaje się słyszeć muzykę sfer, najczystszy śpiew planet, gwiazd i innych stworzeń kosmicznych.

Gdy myślę o Kosmosie, myślę o Stwórcy. Stworzenie Świata nie mogło być jakimś „przypadkiem”, jakimś kaprysem, jakąś tam wypadkową równań takich, śmakich i jeszcze nie wiadomo czego. Świat jest piękny i doskonały. Spójrzmy na ruchy planet, na ich nie pojęty dla nas byt. Gdzie jest kres Kosmosu? Gdzie kończy się Wszechświat? Mnie te rzeczy fascynują.

I jeszcze jedno: tzw. „czarna materia”. Coś, co podobno jeszcze nie do końca zostało zbadane. Dla mnie kwestia „czarnej materii”, to w czystej postaci początek Maase Bereszit, czyli Początek Dzieła Stworzenia. Na początku, podczas pierwszego dnia stworzenia, czytamy:

„Bóg wiedział, że światło jest dobre i oddzielił Bóg światło od ciemności”.

Bereszit/Księga Rodzaju, 1:4.

Czym jest ta pierwotna ciemność? Wiele razy zastanawiałam się nad tym. To jak koniec i początek wszelkiego stworzenia. To jak nieograniczony potencjał, który zarazem jest pustką.

Czytuję ostatnio książkę Aryeh Kaplana Medytacja żydowska. Bardzo cenię sobie tego autora i cieszę się ogromnie, że w końcu mamy coś z jego prac po polsku. Ale Aryeh Kaplan, mówiąc o medytacji żydowskiej, podaje taki przykład, aby w medytacji spróbować sobie wyobrazić, co jest za nami. A chodzi tu o wyobrażenie sobie pustki. I zupełnie nie zgadzam się z tym przykładem, bo są pewne techniki, które pozwalają nam „widzieć”, co znajduje się za nami. Za mną nie ma pustki, coś zawsze jest. Natomiast jeśli myślę o „czarnej materii”, która przecież nie jest materią, lecz właściwie pustym miejscem, wtedy rzeczywiście zaczynam przenosić się w nie zapełnione rejony.

Przywołałam tę książkę, bo dotyczy ona technik żydowskiej medytacji, a wpatrywanie się w rozgwieżdżone niebo jest chyba jednym z najlepszych sposobów, by osiągnąć taki właśnie stan specyficznej obecności.

I jeszcze jedna rzecz, taka nieco spekulacyjna, ale ciekawa. Podobno co jakiś czas blisko Słońca przelatuje Gwiazda Śmierci, nazywana też Planetą X. To ona kiedyś podobno zniszczyła Ziemię, zniszczyła niezwykle rozwiniętą cywilizację. Czy mamy w to wierzyć? Czy powinniśmy się bać? Nie wierzę w takie rzeczy, choć są ogromnie inspirujące i wciągające. Wierzę, że tylko Stwórca decyduje o tym, kiedy nasz świat zostanie zniszczony, choć może sobie stworzyć na przykład jakąś gwiazdę lub planetę, która nas zniszczy we właściwym czasie. Ale czy to miałoby sens? Piękna, harmonijna przestrzeń Kosmosu zapełniłaby się ogromem maleńkich kawałków, które zaśmieciłyby bezmiar Wszechświata, więc to chyba nie jest najlepszy sposób na Zagładę Ziemi.

Bezmiar Kosmosu jest doprawdy fascynujący. I gdy w tym ujęciu patrzę na te nasze zatłoczone uliczki, na tych biegnących ludzi, którzy walką o swój kawałek rzeczywistości, jakże wszystko wtedy staje się ulotne, jakże mocne stają się tu słowa z Księgi Koheleta:

„Ulotność daremna, daremna ulotność, mówi Kohelet. Wszystko daremne.”

Kohelet, 1:2, Wyd. Pardes, tłum. Sacha Pecaric.

Ale Kohelet głosi też pochwałę życia, pochwałę działania; ale wszystko ma swój właściwy czas.

 

Dobrego czasu!

 

Baruch Haszem!

 

Ania Forystek

Na pocieszenie strapionej duszy – Psalm 130:

1. Pieśń pielgrzymia [wstępowania]. Z głębin wzywam Cię Boże.

2. Panie wysłuchaj głos mój, oby były uszy Twoje skłonne na głos błagania mojego.

3. Jeżeli winy zapamiętasz Boże, Panie, któż się ostoi?

4. Ale u Ciebie przebaczenie, by się Ciebie obawiano.

5. Ufam Bogu, ufa dusza moja, a słowa Jego wyglądam.

6. Dusza moja Boga wygląda bardziej niż warta [stróże] poranku, niż warta [stróże] poranku.

7. Wyglądaj Izraelu Boga, bo u Boga łaska i wielkie u Niego wyzwolenie.

8. A On wyzwoli Izrael ze wszystkich win jego.

Psalmy/Tehilim, tłum Izaak Cylkow

 

Baruch Haszem!

AF

Każdego dnia czytamy Psalmy. A przynajmniej – dobrze, jeśli czytamy. ‚Szir szel jom’, to dosłownie ‚pieśń na dzień’. Pieśń – Psalm.

Ostatnio zamieściłam siedem Psalmów. To są Psalmy na kolejne dni tygodnia, zaczynając od niedzieli. Oczywiście to tylko takie minimum, bo jeszcze mamy Psalmy na modlitwę poranną, na modlitwę popołudniową, na nocny tikun i całą gromadę Psalmów na wieczór Szabatu i jeszcze większą na Dzień Szabatu. No i oczywiście dobrze jest przynajmniej raz w miesiącu na Szabat Mewarchim, czyli Szabat przypadający przed nowym miesiącem, przeczytać wszystkie 150 Psalmów i tak dalej, i tak dalej.

Dlaczego Psalmy są takie ważne? Dlaczego warto je czytać? Przede wszystkim pragnę zaznaczyć, że zawsze najlepiej sięgać do oryginału, a przynajmniej do jak najbardziej wiernych tłumaczeń. Przyznaję, że „błyskawice” wychodzą z mojej głowy, gdy widzę tłumaczenie, które w rzeczywistości jest jakąś tam fantazją tłumacza, który wstawia słowa, których nie ma w oryginale. Każde tłumaczenie jest niestety jakąś jednak interpretacją, ale dobrze, gdy przynajmniej próbują jak najwierniej oddać oryginalny tekst, a nie jakiś tam niby sens, czyli coś, co przyjął sobie tłumacz za słuszne w swojej subiektywnej interpretacji.

Zawsze jest najlepiej, jeśli obok tłumaczenia mamy tekst oryginalny i możemy się do niego odnosić. Obecnie po polsku jest niewiele dobrych, to znaczy wiernych oryginałowi tłumaczeń. Z tych aktualnie dostępnych chyba najwierniejszy pozostaje przekład Izaaka Cylkowa, choć nieco archaiczny i często budzący śmiech niezrozumienia. Czekam z niecierpliwością na przekład z Pardes Lauder, który podobno jakoś wkrótce ma się ukazać. Przekłady katolickie, chrześcijańskie – niestety – mają ogromną ilość przekłamań i dodatków „poetyckich” odautorskich, czyli od tłumacza. Jeśli widzę, że proste zdanie: „Bóg ustrzeże cię od wszelkiego zła”, jest przetłumaczone jako: „Bóg lecący na chmurze uratuje cię”, czy coś w tym stylu, to myślę sobie, jakie to straszne. Teraz pozostaje tylko zrobić sobie obrazek starszego pana na chmurze i modlić się do niego. Ojojoj! Chyba nie tędy droga.

We wstępie do Psalmów w przekładzie Cylkowa, które ukazało się nakładem Wydawnictwa Austeria, znajdujemy takie oto słowa:

Szimusz Tehilim („Posługiwanie się Psalmami”), niewielki traktat uważany za dzieło raw Chaj Gaona (939-1038), przypisujący poszczególnym Psalmom skuteczność w różnych sytuacjach życiowych, uczy we wstępie: ‘Cała Tora składa się z Imion Boga i dlatego ma moc ratowania i chronienia w [różnych] przypadkach, […] zaś w większym jeszcze stopniu pięć Ksiąg Psalmów, zestawionych na podobieństwo Pięciu Ksiąg Tory, zawiera w sobie straszliwe i cudowne tajemnice, [przeznaczone do tego], by bronić i ratować człowieka od nieszczęść’.”

I trochę dalej czytamy jeszcze:

„Zgodnie z Szimusz Tehilim, każdy Psalm przeznaczony jest do odmawiania w innej sytuacji: jedne mają chronić przed nieszczęściem, inne wzmacniać dobre cechy charakteru, bądź sprzyjać powodzeniu.” Tehilim/Psalmy, wstęp.

Odczytywanie Psalmów jest potężnym narzędziem do tego, by zjednać sobie przychylność i miłosierdzie Boga, i Jego pomoc w różnych ważnych dla nas sprawach życiowych.

Istnieją też różne tradycje chasydzkie dotyczące odmawiania Psalmów.

„Chasydzki rabi Jechiel Meir Lifschitz z Gostynina był nazywany Der Tilim Jid (Żyd Psalmów), ponieważ nieustannie pouczał tych, którzy przychodzili do niego po radę i wsparcie, aby wczytywali się w Księgę Psalmów. Rabi Nachman z Bracławia ustanowił zwyczaj odmawiania tzw. Tikun haklali – modlitwy składającej się z Psalmów: 16., 32., 41., 42., 59., 77., 90., 105., 137. i 150. – zaręczając swoim uczniom, że odmawianie tych dziesięciu Psalmów każdego dnia, zapewnia duchowe uzdrowienie, sprowadza wewnętrzne oczyszczenie, radość oraz inne dobrodziejstwa, a ten, kto odmawia Tikun haklali, zostanie poprowadzony prawdziwą, przeznaczoną mu drogą, nie zaznając na niej przeszkód duchowych.” Tehilim/Psalmy, wstęp.

Jest taka zabawna opowieść chasydzka dotycząca Psalmów. Był pewien człowiek, któremu raz zabrakło pieniędzy na opłacenie dzierżawy. Zaniepokojony wielce, poszedł za namową żony, po pomoc do cadyka, do Lublina. Tak się jednak zdarzyło, że Widzący, wielki cadyk lubelski, akurat wyjechał. Ale mężczyzna ów za nic w świecie nie chciał w to uwierzyć. Twierdził, że kto jest rabbim, ten nigdy nie wyjeżdża. Poszukując wszędzie rabbiego, wszedł w końcu do bożnicy. I tak się zdarzyło, że późniejszy wielki cadyk Jud z Przysuchy, który wtedy był jeszcze uczniem Widzącego, siedział tam w talicie i z tefilin.

„’Kto w południe jest tak ubrany – pomyślał [ów mężczyzna, który przybył po pomoc] – może być tylko rabbim’. Podszedł do siedzącego, wręczył mu kartkę i okup i zaczął wykładać swoją sprawę. ‘Nie jestem rabbim’ – rzekł Jud. Kiedy arendarz to usłyszał, zemdlał – za wiele tego było dla jego strapionej duszy. Juda rozśmieszyło i zasmuciło zarazem osobliwe zdarzenie. Dodał otuchy leżącemu, podniósł go z ziemi i powiedział: ‘No dobrze. Skoro mówisz, że jestem rabbi, no to jestem rabbi’. ‘Rabbi – zapytał tamten i zaszlochał – co mam czynić?’ ‘Czy w tej opresji – zapytał Jud – odmawiałeś już psalmy?’ ‘Jakże nie miałbym ich odmówić, rabbi?’ – odpowiedział arendarz. ‘Ale czyś już odmówił psalmy nocą, gdy panuje cisza i nikt nie przeszkadza?’ ‘Co to, to nie, rabbi, jestem zbyt zmęczony całodzienną pracą i śpię’. ‘Kup sobie zatem – powiedział Jakub Icchak [Jud] – dużego koguta. Kiedy kur zapieje, wstań i odmów psalmy. Każde słowo niechaj płynie z głębi twojego serca, a modlitwa twoja nie będzie daremna’. Człowiek podziękował i odszedł. (…)

Następnego dnia, bardzo wczesnym rankiem, żydowskimi ulicami Lublina biegł jakiś człowiek. Poznano arendarza z wczorajszego dnia. ‘Gdzie jest rabbi?’ – krzyczał. ‘Rabbi wyjechał’ – rzekli ludzie. ‘Gdzie jest rabbi – pytał – z którym wczoraj rozmawiałem?’ ‘Co za rabbi?’ – pytali ludzie zdumieni. Ale człowiek nie mógł się już powstrzymać, musiał przekazać wiadomość, z jaką przybył. ‘Znalazłem skarb!’ – wołał. Dopiero po dobrej chwili był w stanie składnie opowiadać. Kiedy kogut zapiał, był bardzo zaspany. Po ciemku macał wokół siebie i uderzył przy tym tak mocno w jakieś miejsce na ścianie, że kamień wypadł, dłoń mężczyzny zagłębiła się w otwór i trafiła na niewielką metalową szkatułkę. Zapalił światło, wydobył skrzynkę, wyłamał wieczko i znalazł rulon srebrnych talarów, prawdopodobnie schowanych jeszcze przez dziadka podczas jakiejś wojny, w której starzec zginął, zanim zdołał przekazać tajemnicę synowi.” Buber, Gog i magog, Kronika chasydzka, s. 50-51.

Tak to nasze odmawianie Psalmów przybiera różne formy i przynosi różne owoce. Oczywiście Psalmy to nie amulet na bogactwo materialne, ale jeśli ta forma dobrobytu jest dla nas korzystna, to może się pojawić.

Ja też miałam pewną śmieszną, powiedzmy, że śmieszną, historię. Już po wielu dniach, godzinach ślęczenia nad Psalmami, złapał mnie jakiś psychiczny „dół”. W wielkiej boleści, utrapieniu duszy, zwróciłam się do Boga, jaki sens ma to całe czytanie Psalmów, skoro tylko przynosi mi smutek, zmęczenie, zniechęcenie i w ogóle różne takie mało przyjemne odczucia. I tak sobie to pytanie pozostało w zawieszeniu. I jakoś później położyłam się na chwilkę w kuchni, by sekundkę odpocząć. To miejsce w kuchni jest takim moim dziennym odpoczynkiem, czasem trwającym minutę, czasem pięć minut, czy dziesięć. Położyłam się zadowolona, opierając głowę i plecy na poduszkach i spojrzałam w górę. A tam wysoko nade mną wielki, czarny pająk. Zaznaczam, że nie lubię tych stworzeń, boję się ich i są dla mnie zawsze znakiem jakiegoś lęku. Powiedziałam: no pięknie. I to ma być „namiot Twojego pokoju”? (nawiązując do słów modlitwy: rozpostrzyj nad nami namiot swego pokoju), cudowny namiot pokoju, wielki, z czarnymi, rozłożystymi łapami. Pięknie. No nic, może jakoś później zejdzie niżej, to go dorwę – tak jakoś myślałam. Wstałam, robiłam jakieś tam różne rzeczy.

W nocy, już po kąpieli, gdy szłam już spać, zajrzałam jeszcze na chwilkę do kuchni, sprawdzić, czy wszystko „gra”. Miałam gasić światło i wyjść, ale spojrzałam na leżące przy oknie Psalmy i stwierdziłam, że wezmę je i jeszcze przed snem poczytam. Wyciągnęłam rękę po książkę i aż podskoczyłam. Tuż obok Psalmów siedział sobie, czy może stał, tamten właśnie wielki pająk. Naprawdę nie wiem, jak to się stało, że zszedł sobie po ścianie, tak ukosem i zatrzymał się właśnie przy Psalmach. Strach mnie ogarnął, ale co robić? W pobliżu było tekturowe pudełko z chusteczkami, więc przygniotłam go tym pudełkiem. Musiałam to zrobić. I co? Nawet jedna łapka nie drgnęła, nic, żadnego ruchu. Po prostu sterta kilkucentymetrowych patyków. To było dla mnie bardzo dziwne. Usłyszałam: czytaj dalej Psalmy, a to, co widzisz, to są twoje lęki, daję ci je, byś je zniszczyła. One są jedynie jak ta sterta patyczków.

Dziwne, tak dziwne. Cały czas, gdy o tym myślę, zastanawiam się, o co tu chodzi. W tamtych dniach jakoś nie czułam się najlepiej, spotykały mnie jakieś absurdalne zdarzenia, łącznie z tym, że nad ranem miałam sen, który po kilku dniach się spełnił.

A skoro niektóre Psalmy odmawiane są nawet przy odprawianiu egzorcyzmów, to z pewnością poprzez nie płynie do nas jakaś Boża Obecność, siła, ochrona, nawet, jeśli przez pewien czas wychodzą z nas nasze lęki, słabości, małości, frustracje, zgryzoty.

„Psalm powiada: ‘Dobrze bowiem jest śpiewać naszemu Bogu’. Rabbi Elimelech tak to wykładał: ‘Dobrze jest, kiedy człowiek sprawia, że Bóg w nim śpiewa’.” Buber, Opowieści chasydów, s. 167.

 

Baruch Haszem!

Ania Forystek

Psalm 92.

1. Psalm, pieśń na dzień Szabatu.

2. Miło chwalić Boga, sławić imię Twe Najwyższy.

3. Opiewać z rana miłosierdzie Twoje, a niezawodność Twoją po nocach.

4. Na dziesięciostrunnej lutni i na lirze, przy podźwięku cytry.

5.  Bo uradowałeś mnie Boże czynami Twoimi, o dziełach rąk Twoich śpiewać będę.

6. Jak wzniosłe dzieła Twoje Boże, niezmiernie głębokie zamysły Twoje.

7. Człowiek nierozumny nie odgadnie, ograniczony on i nie dociecze tego.

8. Jeżeli rozrastają się niegodziwi jako trawa, a rozkwitają wszyscy złoczyńcy, to aby zatraceni byli na wieki.

9. A Ty wzniosły wieczyście o Boże.

10. Bo oto wrogi Twoje o Boże, bo oto wrogi Twoje zginą, rozproszeni będą wszyscy złoczyńcy.

11. Ale wzniosłeś niby bawoli, róg mój; namaszczony jestem oliwą zieloną.

12. A napawa się oko moje prześladowcami moimi, a o powstałych na mnie złoczyńcach usłyszy ucho moje.

13. Sprawiedliwy jak palma zakwitnie, jak cedr Libanu wystrzeli.

14. Zaszczepieni w domu Bożym, w dworcach Pana naszego zakwitną.

15. Jeszcze owocem się pokryją w starości, pełni soków i zieleni będą.

16. By opowiadać, że sprawiedliwym Bóg, opoka moja, a nie ma krzywdy w Nim.

 

Tehilim/Psalmy, tłum. Izaak Cylkow

 

Baruch Haszem

Ania Forystek

Psalm 93.

1. Bóg króluje, we wspaniałość się obłóczył, obłóczył się Bóg w potęgę, przepasał się. I oto utwierdzony świat i nie zachwieje się.

2. Utwierdzony tron Twój dawny, z przed wieków Ty.

3. Wznoszą strumienie o Boże, wznoszą strumienie szum swój, niosa strumienie nawałnicę swoją.

4. Nad łoskot wód wielkich, nad wspaniałe bałwany morza, wspaniałym na wysokości Bóg.

5. Świadectwa Twoje stwierdziły się zupełnie nad domem Twoim, któremu przystoi świętość, Boże na wieczne czasy.

 

Tehilim/Psalmy, tłum. Izaak Cylkow, [poprawiony układ wersetów, zgodnie z tekstem hebrajskim-AF]

 

Baruch Haszem

Ania Forystek

 

 

Psalm 81.

1. Przewodnikowi chóru Gitejczyków, Asafa.

2. Zaśpiewajcie Panu, potędze naszej, okrzykujcie Panu Jaakowa.

3. Wznieście pieśń, uderzcie w bębny, w cytry wdzięczne i lutnie.

4. Zadmijcie w miesiącu w surmy, podczas pełni, w dzień uroczystości naszej.

5. Gdyż ustawą to dla Izraela, prawem Pana Jaakowa.

6. Świadectwem w Josefie ustanowił ją, gdy wystąpił przeciw ziemi Micraim. Mowę mi nieznaną usłyszałem.

7. Wyzwoliłem od brzemienia grzbiet jego, ręce jego od cebra się uwolniły.

8. W niedoli wołałeś i wyswobodziłem cię, wysłuchałem cię w osłonie gromu, doświadczałem cię u wód szemrania. – Sela.

9. Słuchaj ludu Mój, ostrzegam cię, Izraelu, czy usłuchasz Mnie?

10. Nie będzie wśród ciebie Bóg cudzy, nie będziesz się korzył bóstwu obcemu.

11. Jam Bóg, Pan Twój, którym cię wywiódł z ziemi Micraim; rozewrzyj usta twoje a napełnię je.

12. A nie usłuchał lud Mój głosu Mojego, a Izrael nie uległ Mi.

13. I zostawiłem go w uporze serca jego, i poszli za zamysłami swoimi.

14. Gdyby był lud Mój słuchał Mnie, Izrael drogami Moimi postępował.

15. Wnetbym wrogów ich upokorzył i przeciw ciemiężcom ich zwrócił rękę Moją.

16. Nieprzyjaciele Boga schlebiali by mu, a trwałaby doba ich na wieki.

17. I karmiłby go wyborem pszenicy. Z opoki miodem bym nasycał cię.

 

Tehilim/Psalmy, tłum. Izaak Cylkow

 

Baruch Haszem

Ania Forystek