blog… o co chodzi?

Pomyślałam, że może przydałoby się kilka słów wyjaśnienia, naprowadzenia, o czym właściwie jest ten mój blog, po co, dla kogo?

Droga do Światła jest wyrazem i zachętą do podjęcia własnej drogi rozwoju duchowego.

ROZWÓJ DUCHOWY. Wielkie hasło, które może budzić wątpliwości. Bo co to niby jest ten cały rozwój duchowy? I w ogóle, po co się rozwijać? Po co robić coś pozytywnego? Po co pracować nad sobą?

Skoro taki, taka już jestem, to znaczy, że tak już jest. I co tu zmieniać? I po co zmieniać. Jest jak jest. Taką mnie Boże stworzyłeś, taką mnie masz. To i tak nie ma sensu. To i tak się nie uda. To nie dla mnie. Nie mam czasu. Nie chce mi się. Jak ma się coś zmienić, to się zmieni. Bóg może wszystko, więc niech coś zrobi. Musiałby zdarzyć się cud, by mogło się coś zmienić. Nie potrafię. Nie wiem jak.

To tylko niewielka część wątpliwości, jakie nosimy w sobie.

Jak być duchowym, uduchowionym, gdy ogarnia nas wielki smutek? Jak zachować radość, czy choćby część jakiegoś pozytywnego spojrzenia, gdy wszystko wokół przytłacza nas, gdy wszędzie jest tylko jakiś żal, gorycz, beznadzieja, pustka, czy totalny chaos, bałagan?

Duchowość to nie tylko stan, gdy uniesieni tchnieniem Boga, wznosimy się ponad wszystkie sprawy świata tzw. przyziemnego. Duchowość jest tu i teraz, jest we wszystkim, co nas dotyka, co nas otacza, wypełnia. Nie jest ważne to, że upadamy, że się potykamy, że kulejemy, że nie mamy już siły, ani wiary. Najważniejsze jest, co my z tym wszystkim robimy. Najważniejsze, by nie pozostać, by nie dać się zagarnąć tej pożerającej ciemności. Ważne, aby zrobić chociaż jeden krok, jeden mały ruch, jeden oddech Życia, jedno słowo, które wpuści Światło, obudzi nadzieję, obudzi tę siłę pomocną, która jest w nas przez cały czas.

Duchowość to Droga, nasza Droga, nasz rozwój, nasze Istnienie, nasza Świadomość, nasza Obecność. Duchowość to stan serca i umysłu i całego naszego ciała, w którym wiemy, że nie jesteśmy sami, że jest Bóg, Światło, Moc potężniejsza od nas, potężniejsza od wszystkiego, co stworzone, jest wszechpotężna Miłość, która nie jest jedynie mglistą abstrakcją, lecz namacalną rzeczywistością. Gdy przechodzimy przez gęsty las i nie tracimy drogi, nawet jeśli jej nie widzimy, ale wiemy, że ona jest, że właśnie nią idziemy. I ona prowadzi nas do wielu magicznych miejsc, do wielu magicznych miejsc naszego życia. Ale jak uwierzyć, że droga, którą idziemy jest właściwa? Może zostaliśmy omamieni przez coś, choćby przez własne lęki i jakieś złudne wyobrażenia i zagubiliśmy się? I robi się coraz ciemniej i duszniej.

Na naszej drodze istnieje mnóstwo drogowskazów, które mówią nam, którędy iść. Jak iść, by osiągnąć w życiu spełnienie, by być szczęśliwym, by czuć, że jest się we właściwym miejscu, z właściwymi ludźmi, których kochamy, cenimy, szanujemy. Często jednak nie widzimy niczego na naszej Drodze, idziemy z nurtem, idziemy, bo inni też tam idą, albo też dlatego, że nie widzimy innej drogi, innego przejścia, innej możliwości.

Widzenie znaków wymaga wyrobienia w sobie postawy pewności, postawy wiary, że jestem na właściwej Drodze. I to od nas zależy, czy taką postawę będziemy mieć w sobie. I to w naszym własnym interesie jest wyrobienie w sobie takiej postawy, że jestem na właściwej Drodze, jestem bezpieczny, spotyka mnie miłość i dobro. I nawet, gdy dzieje się nie tak, jak byśmy chcieli, zawsze jest dobre rozwiązanie, zawsze jest w tym jakaś cenna wskazówka dla nas.

A kto daje nam wskazówki? Stwórca. Tak wierzę. Stwórca działa poprzez ludzi, zdarzenia, inspiracje i wiele, wiele innych. I myślę, że rozwoju duchowego nie sposób oddzielić od wiary w Boga, nawet jeśli tym „bogiem” jest dla kogoś słońce, czy drzewo. Podobno najgorzej jest, jeśli człowiek nie wierzy w nic, taki człowiek nie ma żadnych wartości, może stać się martwy za życia.

Mój blog przesiąknięty jest judaizmem i wiarą w Jedynego Boga. Ale – jak wierzę – porusza sprawy tak naprawdę ponadreligijne, ludzkie, człowiecze, które mają jakoś dotknąć, popchnąć, przebudzić. Wiem, że ludzie dzisiejszych czasów żyją w pędzie i przyzwyczajeni są do szybkiej porcji informacji, szybkich spotkań, szybkich posiłków itd. Jednak wiem, że są też i tacy, którzy z przyjemnością przeznaczą trochę swego cennego czasu i zagłębią się w lekturę, by poczuć, na nowo zrozumieć, uświadomić sobie, że w życiu jest coś innego, co może dać nam prawdziwe szczęście. I nawet nie chodzi tutaj o szczęście, bo to jedynie postawa, jaką możemy ukształtować w sobie. Ale chodzi o coś znacznie ważniejszego – o nasze prawdziwe Istnienie.

Dziękuję za wytrwałość w czytaniu. Dziękuję za obecność na moim blogu. I dziękuję Bogu, że mogę pisać dla Innych, Naszych, dla Was.

Baruch Haszem – oznacza dosłownie „Błogosławione to Imię”, ale potocznie tłumaczy się jako „dzięki Bogu”. I to moje „Baruch Haszem” jest wyrazem wdzięczności wobec Stwórcy, wyrazem mojej wiary, nawet, gdy na chwilę chwytają mnie więzy zwątpienia i goryczy. Wiem, że wiara jest potężnym narzędziem Boga, które wspiera nas i pomaga iść, i iść. Bo rozwój duchowy, nasza Droga do Światła, jest Drogą całego życia.

Baruch Haszem.

Ania Forystek

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

proszę udowodnij, że nie jesteś okropnym SPAMbotem: [wymagane]