Jest coś bardzo, bardzo strasznego, co towarzyszy nam od dawien dawna, a co rabini określają, że jest takie, jak zamordowanie człowieka – laszon hara.

Laszon hara z hebr. oznacza ‘zły język’. Dotyczy nie tylko obmawiania kogoś, ale w ogóle mówienia o kimś, gdy nie tylko po prostu przekazujemy jakąś informację o kimś, ale gdy zaczynamy o kimś „paplać”, nawet, gdy jest to pozytywne.

Laszon hara wygląda z pozoru niewinnie, bo co tam, powiedzieć o kimś parę słów, parę zdań. Później ktoś się do tego przyłączy, a może powie coś więcej, a może przy okazji o kimś innym i tak idzie sobie niewinna, niewidzialna lawina.

Laszon hara jest jak choroba, która przenosi się drogą powietrzną. I tylko nasza świadomość może ją zatrzymać. Laszon hara pokazuje nam – nam samym – kim jesteśmy. Zwykle to, co z taką zawziętością mówimy o innych, w rzeczywistości dotyczy nas samych.

Ludzie „nakręcają się” wzajemnie, podburzają, niszczą. Mordują wartości, mordują dobre imię drugiego człowieka i przy okazji swoje własne.

A co tak naprawdę wiemy o drugim człowieku? Nawet, gdy wydaje nam się, że kogoś dobrze znamy? Czy wiemy, jaka jest tego kogoś Droga? W jakim jest punkcie swojego życia? Co czuje? Co myśli? Czego pragnie? Czego się boi?

Zazwyczaj nic nie wiemy. Nic. I nie mamy prawa zajmować się laszon hara. Oczywiście wolno nam wszystko, wolno nam kraść, mordować, uprawiać bałwochwalstwo, być „panem własnego życia”.

Tylko, czy to „nasze życie” jest naprawdę nasze? Kto dał nam życie? Kto dał nam świadomość? Kto uczynił nas wolnymi? Kto dał nam wybór? I kto powiedział nam: „Wybierz życie, abyś żył ty i potomstwo twoje, miłując Wiekuistego i lgnąc do Niego”. „Daję ci życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo…”

Dlaczego wybieramy laszon hara? Dlaczego nie potrafimy przejść chociaż jednego dnia bez obmawiania innego człowieka? Dlaczego zawsze winni są wszyscy dookoła, tylko nie my?

Kabała bardzo mocno podkreśla moc laszon hara i bardzo mocno mówi nam, że Światło, które otrzymujemy od Stwórcy, jest dane NAM, abyśmy to my dzielili się tym Światłem z innymi. I rozjaśniali ten świat. I napełniali świat tym, co dobre. Laszon hara jest z ciemności, jest z Jecer Hara. Czy na pewno chcemy wzmacniać ciemność? Ciemność jest brakiem światła. Brak światła, to brak świadomości.

W Sefer Habahir, którą – Baruch Haszem! – dane mi jest studiować, mamy takie oto przytoczenie słów z Hioba i z Psalmów:

„nie można zobaczyć światła, bo jest bardzo mocne”; „mrok uczynił swoją osłoną” (Tehilim 18:12); „wokół niego mgły i obłoki” (Tehilim 97:2); „bo ciemność nie zaciemnia przed tobą, a noc jaśnieje jak dzień, ciemność jest dla ciebie jak światło”(Tehilim 139:12).

Ciemność zawsze jest szansą na uzyskanie większego Światła. Jest możliwością. Ale tylko my możemy wybrać, czy chcemy widzieć, nawet w ciemności, czy wolimy pozostać w ciemności i pozwolić, by skutecznie zaciemniała nasze widzenie, naszą Drogę, cel i sens. A Światło jest nawet w małym geście, w uśmiechu, zrozumieniu, spojrzeniu nieco głębiej i dalej poza własne, małostkowe ograniczenia, zniewolenia, egoizmy. Laszon hara to jedynie znak naszej własnej bezradności, naszego egoizmu, naszego zakłamania.

 

Ein Sof Or – może choć kropla spłynie do naszego Istnienia, jeśli tylko zdejmiemy nadęte pieczęcie z Drzwi naszego marnego niebytu, który dumnie nazywamy życiem.

 

„Strzeż języka swego od zła, i ust twoich od mowy zdradnej; Stroń od złego, a czyń dobrze, pragnij zgody i ubiegaj się za nią.” (Tehilim 34:14-15)

„Oby znalazły upodobanie słowa ust moich i myśli serca mojego przed Tobą, o Boże, opoko moja i Wybawicielu mój.” (Tehilim 19:15)

 

!ברוך השם

 

af

 

Niech się weselą niebiosa, niech się raduje ziemia; niech zahuczy morze i co je zapełnia.

Niech cieszy się pole i wszystko, co na nim; zarazem rozradują się wszystkie drzewa leśne.

Przed Bogiem; bo idzie, bo idzie, by sądzić ziemię; sądzić ma świat w sprawiedliwości, a ludy prawdą Swoją.”

Tehilim, Psalm 96: 11-13.

 

Dlaczego płaczesz Ziemio?

Dlaczego łzy Twe białe i gęste,

Strumykami polnymi się stają?

Dlaczego krzyk Twój z ziemi…

Dlaczego milczysz…?

 

Stosy ciał, drgających, ginących

Jak kukły wiotkie i zwiędłe

Które próbują jeszcze grać coś,

Jeszcze choć tkliwy jęk duszy wyjawić

 

Idą pod powierzchnią

Pod obliczem, tchnieniem, powiewem

Pierwotnego nurtu stworzenia

By złączyć światy mgliste

By bramę otworzyć

RACHAMIM…

 

Nie ma nic, pustka, pole, las

Cuchnący odór z ziemi płaczącej

Strumienie łez z robaczych oczu

Gdy oczodoły otwarte na blask

Z ciemności pierwszej, niepojętej

 

Dlaczego płaczesz Ziemio?

Cuchnące płyny wylewa Twe łono

Nadmiar istnień nie zdołasz pomieścić

Nadmiar, bezwład, rozkład…

 

Szechina odeszła… Przeszła…

Bo łez ukryć już nie zdołała

Brama… brama rachamim

Jest… gdzieś… otwarta…

Tylko Ziemia wciąż płacze

 

 

 

ב”ה

 

Nie mam czasu na oglądanie filmów. Ale ostatnio poczułam przemożną potrzebę, właściwie przymus obejrzenia, po raz nie wiem już który, może dziesiąty, jednego z moich ulubionych filmów: „Podwójne życie Weroniki” Krzysztofa Kieślowskiego. Ach, cóż to za rozkosz! Jeśli ktoś jeszcze tego filmu nie widział – zachęcam ogromnie.

Ta wrażliwość, ta niesamowita precyzja, gdzie każdy detal ma swoje ogromne znaczenie. To trochę jak z czytaniem Tory – możemy czytać ją po raz dwudziesty, pięćdziesiąty, a zawsze odkryjemy coś, czego wcześniej nie widzieliśmy, nie znaliśmy, nie rozumieliśmy. I tak też jest z tym filmem. Każde ujęcie, każdy błysk chwili, gest, słowo, dźwięk – wszystko ma znaczenie. Jedna rzecz łączy się w przedziwny, przepiękny sposób z inną i odkrywa nowe znaczenia, doznania, interpretacje, przeczucia, emocje.

I ten francuski… Kiedyś uczyłam się francuskiego. Niewiele mi z tamtej nauki pozostało, ale melodyka tego języka otwiera we mnie jakiś zupełnie inny rodzaj wrażliwości, jakąś tęsknotę, lekkość, radość, ból, inspirację.

Kiedyś, dawniej, byłam zafascynowana pantomimą. Uczyłam się w szkole Stefana Niedziałkowskiego i byłam przekonana, że zostanę wielką aktorką-mimem. Moje ciało pracowało genialnie, czułam ten sposób wyrazu artystycznego całą sobą. Nawet pojechałam do Paryża zdawać egzaminy wstępne do szkoły mimów Marcela Marceau, którego piękne zdjęcie zajmowało zaszczytne miejsce na ścianie mego pokoju.

więcej o Marcelu Marceau:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Marcel_Marceau

Długo się przygotowywałam, byłam w bardzo dobrej formie, miałam opracowaną piękną etiudę pantomimiczną. Wydawało się, że wszystko mi sprzyja.

I co zrobiłam? Dzień przed pokazem etiud uznałam, że jest beznadziejna i muszę przygotować coś innego. Oczywiście wypadłam fatalnie i nie przyjęli mnie. Do dziś nie mogę zrozumieć, dlaczego to zrobiłam. Jestem przekonana, że moja etiuda była naprawdę świetna, z piękną muzyką. A pokazałam coś okropnego! Uh… I jeszcze mój znajomy, z którym wówczas pracowałam, zapytał: „Dlaczego nie chciałaś, żeby cię przyjęli?” A ja spojrzałam na niego wielkimi ze zdziwienia oczami.

Cóż, tak miało być.

Ale Paryż mnie zachwycił.

I ten francuski tak mi czasem powraca razem z tamtą moją wielką fascynacją. Dlaczego? Przyszłość pokaże. Szkoda tylko, że tak wielkie tam teraz prześladowania, napaści.

 

Ta muzyka z „Marionetek”… Piękna. To jedna ze scen z „Podwójnego życia Weroniki”. Może czekam ciągle na to moje wielkie przeistoczenie się w pięknego motyla? Hahaha! Na razie staję się dinozaurem. Może będę dinozaurem uskrzydlonym w barwne szaty Światła, wznoszące daleko, wysoko w podniebne, albo nadniebne przestworza niezgłębionych, nie odkrytych światów, gdzie Światło porywa nas i unosi na promieniach swych lśnień, przebłysków, zachwyceń. By zanurzyć się w Wielkim Słońcu, które niczym Święty Rydwan zawiezie nas do krainy wiecznej szczęśliwości, w której już żaden anioł śmierci nie będzie miał do nas dostępu.

 

Zachęcam wszystkich, by iść za swoimi marzeniami, by starać się je realizować, ale też widzieć więcej, to, co obok. I to, co daleko. Przychodzą mi na myśl jeszcze dwa zdania, chyba całkiem mądre, które ktoś kiedyś gdzieś zapisał:

„Nie myśl o tym, gdzie będziesz za tydzień, ale o tym, gdzie będziesz za pięć lat.”

I drugie:

„Prawdziwa wolność rodzi się wyłącznie w ryzach samodyscypliny.”

 

 

ברוך השם

 

Ania Forystek

A myślałam, że będę mieć więcej czasu… Że studia będą mnie motywować do pisania… A tu czasu jeszcze mniej… Obowiązki, obowiązki, obowiązki. Jedna rzecz zrobiona, zaczyna się nowa. Czy to pracowitość, czy naiwność i głupota?

 

Czy to dobrze, by zapisywać tutaj swoje przemyślenia? Chociaż ja przecież jestem myślicielem, więc czemu nie? Jeśli komuś nie będzie się to podobało, to zawsze może zamknąć moją stronę i poszukać sobie w Internecie czegoś bardziej interesującego. Teraz mamy przecież wreszcie dostęp do wszystkiego!

 

Jestem myślicielem, a coraz częściej – ze zmęczenia – czuję, jak wypełnia mnie pustka. Wydaje mi się, że już zupełnie nie mam o czym mówić, czy pisać. Słowa, myśli, poezja, przepływają i jeśli się ich w danej chwili nie uchwyci, nie złapie w sieć liter zapisywanych, wtedy odchodzą, zanurzają się w wielkie otchłanie nieświadomości. I być może, poprzez sieć połączeń ludzkich umysłów, płyną do nieświadomości innych ludzi, by tam na chwilę wynurzyć się i spróbować wypowiedzieć swoją pieśń. A może zasypiają na kolejne lata i czekają.

 

Wszyscy podobno jesteśmy połączeni jakąś wielką, zbiorową nieświadomością. Już wiele lat temu prowadzono badania na różnych wyspach, gdzie ludzie nie mieli ze sobą kontaktu i dowiedziono, że gdy na jakimś obszarze coś zostało wynalezione, to podobne idee, wizje pojawiały się w miejscach, w których nikt o danej rzeczy, idei nie wiedział. Tak to sobie te myśli przepływają, jak wielkie chmury płodnego deszczu.

 

Pisanie o głupotach nie jest dobrą rzeczą. Głupoty stają się ciekawe wtedy, gdy osoba je pisząca jest już w jakiś sposób ważna, znacząca, autorytatywna. A kimże ja jestem? No cóż, głupoty pozostaną więc głupotami, taką ot zabawką. Wszak ten mój blog, to droga do Światła. A nie ma tylko jednej jedynej Drogi. Pisanie rozjaśnia umysł, daje radość, chwilę wytchnienia w tej wielkiej pogoni świata za nie wiadomo czym.

 

Ale pisanie też prowadzi nas w głąb tej naszej pustki i pokazuje nam, że jednak coś tam jest. I czasem są tam jakieś skarby, o których zapomnieliśmy, a czasem raniące nas myśli, uczucia, doświadczenia, marzenia, brudne, potargane, wyblakłe; niektóre skrzętnie poskładane i zamknięte w wielkiej skrzyni zapomnienia.

 

Dawniej marzyłam o tym, by mieć własny teatr. Dziś teatr budzi we mnie jedynie smutek i jakiś wewnętrzny bunt. Wiele lat mojego życia upłynęło na błędnym poszukiwaniu jakiejś drogi do sztuki, do stania się wielkim twórcą, docenianym, szanowanym reżyserem Teatru Narodowego lub swego własnego, autorskiego teatru. Chyba jednak za mocno wpojono mi, że sztuka to coś niskiego: „kogoś takiego (to znaczy tak niskiego moralnie itp.) w naszej rodzinie jeszcze nie było!!!” Do dziś dźwięczą w moich uszach słowa jakiejś mojej wielce szanownej, poważnej, wykształconej ciotki, która dowiedziała się o moich wczesnych jeszcze aspiracjach teatralnych. „A co ty z tego będziesz miała?” „Po co ci to?” I tak dalej, i tak dalej. Jak łatwo zabić w dziecku marzenia, pragnienia, dążenia.

 

Niestety wielu rodziców używa takich słów wobec swoich dzieci. I chyba zupełnie nie są świadomi, jak wielce toksyczne są takie słowa. A jak stać się docenianym poetą, pisarzem, aktorem, lekarzem, odkrywcą, filozofem, muzykiem, filmowcem, właścicielem sklepu z drobiazgami, jeśli ktoś wpoi nam, że to wszystko nie ma sensu, jeśli zabija w nas siłę, chęć, motywację do wytrwałego dążenia, do wiary, do sensu?

 

Może ktoś powie, że moje pisanie nie ma sensu. OK. I co z tego. Będzie mi przykro? OK. Będzie, no i co? Może napiszę kiedyś wielce mądrą, uczoną książkę, jak wystarczy mi czasu, siły i motywacji. A póki co, by nie zasnąć, nie zgnuśnieć, nie zamienić się w zrzędzącą, najmądrzejszą na świecie istotę chodzącą (i chłodzącą), będę pisać głupoty, których i tak całe mnóstwo wokół nas. A co jest ważne? Tylko nasze pamiętanie, skąd przychodzimy, dokąd idziemy i przed Kim przyjdzie nam zdać relację z całości naszego Istnienia.

 

„A oto podsumowanie, gdy wszystko zostało wysłuchane: Boga się bój i przestrzegaj przykazań Jego, bo to jest cała powinność człowieka.” Kohelet, 12:13

 

B”H

Chciałam tak krótko napisać o czymś, co jest właściwie fundamentem wiary żydowskiej, ale oczywiście, gdy zaczynam o tym myśleć i przeglądać jakieś opracowania na ten temat, to otwiera się wielkie morze. I nic dziwnego, bo temat, jakim jest Aseret Hadibrot, czyli Dziesięć Wypowiedzeń, Dziesięć Przykazań, jest od wieków odczytywany, badany, analizowany. Nie chcę więc – przynajmniej na razie – omawiać szczegółowo poszczególnych Dibrot, lecz zwrócić uwagę na jedną rzecz, która często jest lekceważona, nawet tam, gdzie uczy się o judaizmie.

W Pirke Awot czytamy:

„Mosze otrzymał Torę na Synaju, przekazał ją Jehoszui, Jehoszua Starszyźnie, Starszyzna Prorokom, Prorocy przekazali ją członkom Wielkiego Zgromadzenia.” Pirke Awot/Sentencje Ojców, 1:1.

Według Tradycji, Mosze otrzymał na Synaju Aseret Hadibrot (Dziesięć Wypowiedzeń, Dziesięć Przykazań). I chociaż są one częścią 613 Przykazań Judaizmu, to jednak zajmują miejsce szczególne. Ich odczytywaniu towarzyszą specjalne rytuały, zwyczaje i to te właśnie dziesięć przykazań bywają najczęściej analizowane.

 

 

By jednak zrozumieć, o czym mówię, zobaczmy najpierw tekst Aseret Hadibrot.

 

:אָנֹכִי יְהֹוָה אֱלֹהֶיךָ אֲשֶׁר הוֹצֵאתִיךָ מֵאֶרֶץ מִצְרַיִם מִבֵּית עֲבָדִים

1. Ja jestem Haszem, twój Bóg, który wyprowadziłem cię z ziemi egipskiej, z domu niewoli.

:לֹא יִהְיֶה לְךָ אֱלֹהִים אֲחֵרִים עַל פָּנַי

:לֹא תַעֲשֶׂה לְּךָ פֶסֶל | וְכָל תְּמוּנָה אֲשֶׁר בַּשָּׁמַיִם | מִמַּעַל וַאֲשֶׁר בָּאָרֶץ מִתַּחַת וַאֲשֶׁר בַּמַּיִם | מִתַּחַת לָאָרֶץ

לֹא תִשְׁתַּחֲוֶה לָהֶם וְלֹא תָעָבְדֵם כִּי אָנֹכִי יְהֹוָה אֱלֹהֶיךָ אֵל קַנָּא פֹּקֵד עֲוֹן אָבוֹת עַל בָּנִים עַל שִׁלֵּשִׁים וְעַל רִבֵּעִים לְשׂנְא

:וְעֹשֶׂה חֶסֶד לַאֲלָפִים לְאֹהֲבַי וּלְשֹׁמְרֵי מִצְוֹתָי

2. Nie wolno ci mieć innych bogów oprócz Mnie. Nie wolno ci zrobić sobie figury ani żadnego obrazu tego, co jest w niebie na górze, ani tego, co jest na ziemi w dole, ani tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie wolno ci oddawać im pokłonów i nie wolno ci im służyć, bo Ja Haszem, twój Bóg, jestem Bogiem żądającym wyłączności, który [wymierza] karę [za] grzech ojców na synach do trzeciego i do czwartego pokolenia tym, którzy mnie nienawidzą. I wyświadczam dobro przez tysiące [pokoleń] tym, którzy Mnie kochają i przestrzegają Moich przykazań.

:לֹא תִשָּׂא אֶת שֵׁם יְהֹוָה אֱלֹהֶיךָ לַשָּׁוְא כִּי לֹא יְנַקֶּה יְהֹוָה אֵת אֲשֶׁר יִשָּׂא אֶת שְׁמוֹ לַשָּׁוְא

3. Nie wolno ci przysięgnąć na Imię Haszem, twojego Boga, na próżno, bo Bóg nie wybaczy temu, kto przysiągł na Jego Imię na próżno.

:זָכוֹר אֶת יוֹם הַשַּׁבָּת לְקַדְּשׁוֹ

:שֵׁשֶׁת יָמִים תַּעֲבֹד וְעָשִׂיתָ כָל מְלַאכְתֶּךָ

:וְיוֹם הַשְּׁבִיעִי שַׁבָּת | לַיהֹוָה אֱלֹהֶיךָ לֹא תַעֲשֶׂה כָל מְלָאכָה אַתָּה | וּבִנְךָ וּבִתֶּךָ עַבְדְּךָ וַאֲמָתְךָ וּבְהֶמְתֶּךָ וְגֵרְךָ אֲשֶׁר בִּשְׁעָרֶיךָ

כִּי שֵׁשֶׁת יָמִים עָשָׂה יְהֹוָה אֶת הַשָּׁמַיִם וְאֶת הָאָרֶץ אֶת הַיָּם וְאֶת כָּל אֲשֶׁר בָּם וַיָּנַח בַּיּוֹם הַשְּׁבִיעִי עַל כֵּן בֵּרַךְ יְהֹוָה אֶת יוֹם הַשַּׁבָּת וַיְקַדְּשֵׁהוּ

4. Pamiętaj [stale] o dniu Szabatu, aby go uświęcać. Sześć dni [powszednich] możesz pracować i wykonywać wszystkie czynności, ale sobota to Szabat dla Boga, twojego Boga. Nie będziesz wykonywał żadnych zakazanych czynności ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służąca, ani twoje zwierzę, ani obcy, który przebywa w twoich bramach. Bo w sześć dni Bóg uczynił niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nim jest i odpoczął w siódmym dniu. Dlatego Bóg pobłogosławił dzień Szabatu i uświęcił go.

:כַּבֵּד אֶת אָבִיךָ וְאֶת אִמֶּךָ לְמַעַן יַאֲרִכוּן יָמֶיךָ עַל הָאֲדָמָה אֲשֶׁר יְהֹוָה אֱלֹהֶיךָ נֹתֵן לָךְ

5. Szanuj twojego ojca i twoją matkę, aby twoje dni były przedłużone na ziemi, którą Bóg, twój Bóg, daje tobie.

:לֹא תִּרְצָח

6. Nie wolno ci mordować.

:ס לֹא תִּנְאָף

7. Nie wolno ci cudzołożyć.

:ס לֹא תִּגְנֹב

8. Nie wolno ci kraść.

:ס לֹא תַעֲנֶה בְרֵעֲךָ עֵד שָׁקֶר

9. Nie wolno ci świadczyć przeciwko twojemu bliźniemu jako fałszywy świadek.

:לֹא תַחְמֹד בֵּית רֵעֶך ס לֹא תַחְמֹד אֵשֶׁת רֵעֶךָ וְעַבְדּוֹ וַאֲמָתוֹ וְשׁוֹרוֹ וַחֲמֹרוֹ וְכֹל אֲשֶׁר לְרֵעֶךָ

10. Nie wolno ci pożądać żony twojego bliźniego, jego sługi, jego służącej, jego wołu, jego osła, ani niczego, co należy do twojego bliźniego.

Za: Tora Pardes Lauder, Szemot, Jitro 20: 2-14

Do powyższego tłumaczenia wprowadziłam numerację, aby łatwiej zobaczyć strukturę Aseret Hadibrot.

Chcę zwrócić szczególną uwagę, na „podział” poszczególnych Wypowiedzeń, jaki funkcjonuje od wieków w judaizmie, ale przede wszystkim zwrócić szczególną uwagę na pierwsze przykazanie, które inne religie sobie odrzuciły.

1.:

JA JESTEM HASZEM, TWÓJ BÓG, KTÓRY WYPROWADZIŁEM CIĘ Z ZIEMI EGIPSKIEJ, Z DOMU NIEWOLI.

 

W judaizmie ten właśnie przepis, to przykazanie, to wypowiedzenie, jest pierwsze, najważniejsze, jest esencją i źródłem całej wiary.

 

Przeprowadzając analizę literacką tekstu Tory możemy oczywiście wykazać, że Aseret Hadibrot ma formę starożytnego dokumentu prawnego, w którym zwykle na początku przedstawiał się jakiś władca, a następnie wyliczał nakazy, zakazy, jakieś tam swoje dekrety, czyli np. „Jestem waszym królem takim a takim, a oto prawa, które wam ustanawiam. Jeśli…..” I idąc tą linią przykazanie drugie, stanie się pierwszym. Jednak w religii żydowskiej, w żydowskiej teologii, funkcjonuje coś, co określamy Aseret Hadibrot. I pierwszym z owych wypowiedzeń jest:

JA JESTEM HASZEM, TWÓJ BÓG, KTÓRY WYPROWADZIŁEM CIĘ Z ZIEMI EGIPSKIEJ, Z DOMU NIEWOLI.

Zwracam szczególną uwagę na ten aspekt, gdyż niestety nawet w miejscach, gdzie uczy się o judaizmie, przy okazji Aseret Hadibrot kwestia podziału, a ściślej zmian, jakie wprowadziły inne religie, w ogóle nie jest poruszana. Oczywiście możemy potraktować ten fragment Tory po prostu jako przykład dokumentu prawnego, tutaj przedstawiony jest ten, kto daje prawo, a tutaj mamy szczegóły i tyle. Jednak myślę, że jeśli ktoś rzeczywiście chce poznać judaizm, to konieczna jest znajomość tak bardzo podstawowych kwestii. Pierwsze Przykazanie, Pierwsze z Dziesięciu Wypowiedzeń, jest fundamentem, mówi nam konkretnie, kto jest Królem, kto daje nam prawo. Pierwsze przykazanie mówi nam o Istnieniu Boga, jeśli tego nie przyjmujemy, to cała „reszta” nie ma sensu.

Aseret Hadibrot, to Dziesięć Wypowiedzeń. Pierwsze Wypowiedzenie, Pierwsze „Przykazanie” mówi: JA JESTEM HASZEM, TWÓJ BÓG.

Nie ma innego Boga. Jest Jeden, Jedyny. Ten, który stworzył świat i wszystko. Haszem ECHAD.

Przyjmując przykazania przyjmujemy Boga. I odwrotnie – uznając Boga, przyjmujemy przykazania. Oto kilka fragmentów komentarzy rabinów do tego pierwszego z Aseret Hadibrot „Ja Jestem Haszem, twój Bóg”:

„ Ja jedynie jestem Bogiem, który daje życie. Ja jestem Pierwszą Przyczyną znaną wam przez tradycję i logiczne dowody. I Ja potwierdzam, że przyjęliście na siebie Moje panowanie, bym był waszym Bogiem, bez potrzeby pośrednika, dlatego tylko do Mnie będziecie się modlić i jedynie Mnie służyć i wychwalać, bez żadnego pośrednika. (Sforno)

Bardziej powszechnym słowem określającym ‘ja’ jest ani, słowo anochi ma podkreślić wyjątkowość – ‘Ja i tylko Ja Sam jestem Bogiem’. (Malbim)

Najbardziej podstawowym ze wszystkich fundamentów i filarem wszelkiej wiedzy jest wiara, że Bóg jest Stwórcą, że jest nie ograniczony przestrzenią i czasem oraz wszechmocny. Uświadomienie sobie tego i wiara w to jest esencją pierwszego przykazania, w którym Bóg objawia Swoje istnienie Izraelowi. (Rambam)

W swoim wyliczeniu 613 przykazań w Sefer Hamicwot, Rambam cytuje ten werset jako podstawę pierwszego pozytywnego przykazania: ‘Jest nam nakazane, aby wiedzieć o istnieniu Boga, który jest Pierwszą Przyczyną wszystkiego, co istnieje’. Jest to również pierwsza zasada żydowskiej wiary.”

Tora Pardes Lauder, Szemot, s. 192.

 

 

ברוך השם!

 

AF

Zrobiło się zimno. Mieszkanie w starej kamienicy, ogrzewane piecami akumulacyjnymi, szybko się wychładza. Moje łóżko jest na wysokości około dziesięciu centymetrów od podłogi. A ponoć przy tej wysokości jest dużo zimniej niż już na przykład trzydzieści centymetrów ponad podłogą. Leżałam na łóżku przykryta wełnianym kocem koloru „tchelet”. Pod wpływem małego kataru moje usta łapały powietrze, pozostawiając trochę wytchnienia nosowi. Czułam jak moje usta stają się jakby skurczone od nadmiaru chłodnego, żeby nie powiedzieć zimnego powietrza. Czułam, jak każdy kolejny wdech i wydech osiada na moich ustach, jakby przejście przez nie, stawało się przejściem do innego świata. Poczułam się, jakbym była staruszką, babuleńką, która leży na łożu własnej śmierci. Wyobraziłam sobie, że przychodzi do mnie Anioł, podaje mi rękę. I idziemy. Moje ciało pozostaje, wszystko powoli w nim się zatrzymuje, a ostatni oddech zamyka bramę. I nie czuję lęku. Jedynie ciekawość. Bo wiem, że taki jest cykl życia i wiem, że wszystko jest dobrze. Nie wiem, dokąd idę, ale wiem, że tam, gdzie zmierza moja dusza, jestem bezpieczna. Kolory są ciepłe i przyjemne.

Inny świat. Zawsze wierzyłam w wędrówkę duszy. Nikt nigdy nie udowodnił, że jest coś dalej, ani też nikt nigdy nie udowodnił, że nie ma niczego po śmierci. Możemy jedynie próbować dać własną odpowiedź. Zawsze możemy znaleźć „dowody” dla jednej i dla drugiej strony, w zależności od tego, co bardziej nas przyciąga.

Zdanie rabinów jest też podzielone w tej sprawie. Rabinów i całego mnóstwa ludzi innych wyznań, innych wierzeń, poglądów.

Czasem zastanawiam się, jak to jest, gdy człowiek umiera. To taka wielka zagadka ludzkości – co dzieje się z naszą duszą? Dokąd idziemy? Na ile nasze życie tu i teraz, ma wpływ na to, co dzieje się później? Czy możliwe jest przejście przez Bramę do Rajskiego Ogrodu, strzeżoną przez Anioła trzymającego „obracające się ostrze miecza” i nie zginąć, nawet po śmierci? Czy Szechina będzie dla nas łaskawa?

 

!ברוך השם

 

AF

Miesiąc Cheszwan, który mamy obecnie, często nazywany jest Marcheszwan, czyli gorzki Cheszwan. Gorzki, bo w tym miesiącu (mniej więcej połowa października – połowa listopada) nie mamy żadnych świąt (mówię o świętach żydowskich).

Dla mnie osobiście ten miesiąc jest szczególnie gorzki, bo na ten czas przypada dzień, a właściwie noc moich narodzin. Jest to specyficzna gorycz, która zawsze skłania mnie do wielu przemyśleń, rozliczeń, rozrachunków wobec samej siebie, swojego życia, działania, tego, gdzie jestem na tej mojej Drodze i tak dalej.

Jest taka kabalistyczna metoda „zdrowia duchowego”, czy powiedzmy psychicznego, by każdej nocy, przed snem, robić przegląd całego minionego właśnie dnia, sprawdzać, co zrobiliśmy, jak postępowaliśmy i też, w miarę możliwości, wyobrażanie sobie, kreowanie pozytywnych zmian tego, co było niedobre. A to zwykle pomaga w naszym realnym świecie rzeczywiście przywrócić jakiś ład. Taki szczególny, totalny, całościowy przegląd nas samych, naszego działania, naszych relacji z bliskimi, a także relacji z Bogiem, robimy w Jom Kipur, a właściwie już od początku miesiąca Elul.

Czas, kiedy przychodzimy na ten świat, jest niezwykły, wtedy nasza dusza pojawiła się i wprowadziła jakby nowy, inny układ rzeczywistości, trochę jakby świat został wtedy stworzony na nowo. Dlatego też często mówimy, że gdy odchodzi jedna dusza, to tak, jakby odchodził cały świat. I też z przyjściem. Powstaje nowe życie, nowa jakość.

Czas narodzin i czas śmierci, dwie totalności, które wciąż nas zadziwiają i które – mimo ogromnego rozwoju techniki – nadal pozostają dla nas niepojęte. Mówię tu przede wszystkim o rzeczywistości duchowej: skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd odchodzimy. Co to wszystko znaczy, tak naprawdę?

Prawda, hebrajskie emet,  אמת Emet to też Imię Boga. I to też aspekt proroków – totalna prawda. A o czym mówią nam prorocy, do czego nas nawołują? Do powrotu. Do wielkiego POWROTU do Boga. By iść Jego drogami, by badać te drogi, by wiedzieć, co jest dobre.

Wspomniałam o Jom Kipur i czasie go poprzedzającym. Wszystko to jest okresem pod znakiem Teszuwy (lub Tszuwy, jak kto woli), hebr. תשובה. Powrót, skrucha.

Prorok Hoszea mówi:

„.שובה ישראל עד יהוה אלהיך כי כשלת בעונך. קחו עמכם דברים ושובו אל-יהוה”

„Powróć o Jisraelu do Boga, twojego Boga, bowiem poszedłeś błędną drogą twych występków. Weź ze sobą słowa [wyznania winy] i powróć do Boga.” Hoszea/Ozeasz 14:2-3

 

Powrót do Boga znakomicie rozjaśnia nam rebe Zusja, jeden z moich ulubionych wielkich nauczycieli. Daje nam rozwinięcie poszczególnych liter tworzących w języku hebrajskim słowo tszuwa, nawiązując każdą literą do jakiegoś fragmentu z Tanachu (Biblia hebrajska).

TESZUWA

ת- תמים תהיה עמ יהוה אלהיך:                                       דברים יח:יג

ש- שויתי יהוה לנגדי תמיד כי מימיני בל-אמוט:                 תהילים טז:ח

ו- ואהבת לרעך כמוך אני יהוה:                                          ויקרא יט:יח

ב- בכל דרכיך דעהו והוא יישר ארחתיך:                                 משלי ג:ו

ה- הצנע לכת עם-אלהיך:                                                       מיכה ו:ח

 

ת: Dewarim/Księga powtórzonego prawa, 18:13 „Bądź bez skazy przed Panem, Bogiem twoim.”

[słowo ‘tamim’, תמים, tu przetłumaczone jako ‘bez skazy’, oznacza człowieka naiwnego, ale taką czystą, niczym nie skażoną czystością pokory, zaufania; być doskonałym przed Bogiem, ufnym i pełnym bojaźni]

ש: Tehilim/Psalmy, 16:8 „Stawiam Boga przed sobą zawsze, bo póki On po prawicy mojej, nie zachwieję się.”

ו: Wajikra/Księga Kapłańska, 19:18 „Będziesz kochał bliźniego swego, jak siebie. Ja jestem Bóg.”

ב: Miszlej/Księga przysłów 3:6 „Na wszystkich twych drogach pamiętaj o Nim, a wtedy urówna On ścieżki twoje.”

ה: Micha/Micheasz 6:8 „W pokorze chodził z twoim Bogiem.”

 

Czy cała ta idea nie jest genialna? Myślę, że takie słowa, jakie przytacza nam rebe Zusja za Świętym Tekstem, warto zawsze mieć w pamięci i na swojej Drodze. I może dzięki temu uda się osłodzić nieco ten Marcheszwan, a przynajmniej zrozumieć, że gorycz też jest częścią naszego Istnienia, w odpowiednich proporcjach, by pamiętać, by wiedzieć, by czuć, by zaufać, by budować. I iść, jak Awraham: לך לך. Ale to już inna, choć ciągle ta sama historia.

 

!ברוך השם

Ania Forystek

 

 

 

 

„2. Ulotność daremna, daremna ulotność, mówi Kohelet. Wszystko daremne. 3. Jaki pożytek ma człowiek z całego swojego trudu, który podejmuje pod słońcem? 4. Pokolenie odchodzi i pokolenie przychodzi, a ziemia trwa wiecznie.”

Księga Koheleta, Wyd. Pardes

Tak myślę o tym, jak szybko ten czas ulatuje, ten NASZ czas, to coś, co otrzymaliśmy, ten fragment Drogi, którą otrzymaliśmy do przejścia. Teraz, podczas dni Święta Sukot, czytamy Koheleta. Wiele tam o ulotności, o daremności. Słowo הבל ‚hawel’ oznacza ulotność, daremność, dech. I nie chodzi tutaj bynajmniej o to, by nie działać, by być biernym, bo to i tak wszystko nie ma sensu. Przeciwnie, mamy działać, czynić, ale działać mądrze, wiedząc, że wszystko ma swój właściwy czas i wymiar, ma wewnętrzną przestrzeń.

Jednak pogoń za materialnym dobrem tego świata, jeśli jest pozbawiona głębi egzystencji, nie ma większego sensu. Warto dążyć do bogactwa, ale jeśli idzie za tym, czy raczej z tym, bogactwo duchowe. Bo co po śmierci zabierzemy ze sobą? Meble, dom, samochód, może nowy laptop? Zabierzemy tylko to, co zdoła osiągnąć nasza dusza w swoim rozwoju tu, na tym świecie. A do rozwoju potrzebny jest jej świat materialny, ale tylko jako dodatek, jako rydwan, jako pojazd, który pomaga nam wznosić się; taki wehikuł czasu, będący poza czasem.

W Sukot pamiętamy o tym, że wszystko, co mamy pochodzi od Stwórcy. To On daje nam bezpieczeństwo, to On nas karmi i utrzymuje. Oczywiście my wykonujemy pewne czynności, działania, ale to On daje nam szansę, stwarza nam dogodne warunki, sprzyjające czynniki, odpowiednie okoliczności.

Życzę Wszystkim, aby Droga każdego z nas, prowadziła nas we właściwym kierunku, tam pod górę, pod prąd, wbrew zgorzknieniu, lenistwu, braku świadomości i wiedzy, wbrew własnym, bądź cudzym ograniczeniom. Bądźmy dzielni! I rośnijmy w siłę!

!חזק חזק ונתחזק

 

!ברך השם

 

Ania Forystek

Nieznana droga, bez śladów, cieni i snów

Bez tchnienia i oddechów, i słów,

Zamkniętych w zmysłach odeszłych, minionych

Które zastygłe w słojach gęstych drzew starością spowitych

Spajały dawnych obecności błyski i mgnienia

Idę po ziemi zastygłej, na której tylko przeczucie liche unosi swój cienki płaszcz

I kieruje, wskazuje coś, czego nigdy widzieć nie zdołałam,

A co w bliskości kroki swej obecności wznosiło

Jakże słony świt, jakże słodka gorycz bytu

Która łagodnym biegiem wodospadu uderza w ostre, tnące skały,

By znów wznieść się i rozniecić promień

Obudzić, ocalić, pójść

By iść

 

 

Baruch Haszem!

Ania Forystek

Zatopieni w miłości, w rzece świętego przymierza, w zwoju splecionych serc, w pocałunkach świętego tchnienia w płonącym żywym ogniem wiecznego trwania wiecznej Obecności w świcie, w zmierzchu, w przeszłych zamierzeniach i planach odległych, we wszystkim wszechmocna pieśń miłości, pieśń wznosząca w przestwór sklepień niebiańskich istot żyjąc tysiącem mgnień i błysków w białych nocach i okryciach ciał nagich, w szale modlitewnych uniesień Obecni zawsze gotowi weahawta et Haszem Wieczność, zawsze, tu i teraz całą swoją mocą, o której nie wiesz, nie przeczuwasz, a tak doskonale odczuwasz w niedostrzegalnej swej poświacie Istnienia doskonałego, nie ujawnionego, nie wyrażonego, Obecnego, lecz nie wcielonego w żywot zbyt kruchy, strachliwy. O Straszliwy! Potężny! Wzmocnij nas swoją mocą, umiłuj nas swoją miłością, Ukoronuj nas Koroną swej Chwały, byśmy choć iskrą Twego Blasku mogli radować się i Ciebie wychwalać i wielbić i czcić pieśnią naszego życia dla Ciebie, z Tobą, MY.