O mnie

„Jeżeli Bóg nie buduje domu, na próżno trudzą się budowniczowie nim; jeżeli Bóg nie strzeże grodu, na próżno czuwa straż.” Psalm 127

Nazywam się Ania Forystek. Mieszkam na krakowskim Kazimierzu. Pragnę pisać dla Boga, poprzez Boga i dzięki Bogu. Bo wiem, że bez Niego, nie ma nic. Ale nie chcę pisać o religii, religijności i o tym, co nam wolno, a czego nie. Lecz tak po prostu o tym, co jest we mnie, o mojej drodze z ciemności do Światła. I chociaż ta droga jest też drogą człowieka religijnego, to jednak wierzę, że będzie to zdrowa religijność, która jakoś tam stała się częścią mojej codzienności.

Przede wszystkim jestem wdzięczna Stwórcy, niech będzie Błogosławiony, że wreszcie coś piszę, coś tak z wewnątrz na zewnątrz. I już nie tylko dla siebie, ale może – mam nadzieję – dla innych.

Pomysł tego pisania ciągle się zmieniał, ciągle coś się pojawiało, odciągało. Ale wreszcie uznałam, że mogę pisać tak po prostu o tym, co jest we mnie, o mojej drodze z ciemności do Światła.

Jeśli będzie ktoś, kto znajdzie odrobinę czasu, by przeczytać, a może by nawet coś napisać, odpisać, dopisać, dopowiedzieć, skomentować, to będę niezwykle uszczęśliwiona. Na pewno przyda to memu życiu więcej Światła.

I proszę o wyrozumiałość. To, o czym piszę, jest wynikiem mojej drogi, moich przemyśleń, mojego poszukiwania, błądzenia. Przyjmuję, że są ludzie, którzy mają inne postrzeganie rzeczywistości. Moje jest jakie jest. Jestem wrażliwa, poetycka. Kocham chasydzkie opowieści. Czasem myślę, że mam chyba chasydzką duszę. Myślę oczywiście o tym dawnym świecie, jaki istniał kiedyś tu, między innymi też na polskich ziemiach. Nie wiem, czy jeszcze dziś są gdzieś tacy ludzie. Chyba nie ma już cadyków. A może jednak? Jeśli ktoś spotkał takiego, wie, gdzie jest – proszę o informację.

Jeszcze raz proszę więc o zrozumienie, o wyrozumiałość. Wszystko cały czas się kształtuje. I pewnie za rok moje pisanie będzie już inaczej wyglądało. Może. Nie wiem.

Chcę jednak pisać tak po prostu, od siebie. Jeśli czasem będzie to nadęte, pouczające, wymądrzające się, to przepraszam. Taka niestety też czasem bywam. Ale – jak napisał jeden z moich ulubionych poetów – „pokora jest nieskończona”. (T.S.Eliot, East coker)

Ach, przytoczę troszkę dłuższy fragment, a co tam. Jest piękny.

„(…) W połowie, nie tylko w połowie drogi,

Ale przez całą drogę, w ciemnym lesie, w cierniach,

Na skraju grzęzawiska, gdzie każdy krok jest niepewny,

Gdzie zwodzą nas widziadła, błędne ognie

I zdradliwe uroki. Nie każcie mi słuchać

O mądrości starców, lecz o ich szaleństwie,

O ich strachu przed strachem i trwogą, strachu przed opętaniem

Przed należeniem do kogo innego, do innych, albo do Boga.

Jedyna mądrość, jaką możemy się spodziewać zdobyć,

Jest mądrością pokory: pokora jest nieskończona. (…)”

Ponoć to Mosze był najbardziej pokornym człowiekiem.

 

Dziękuję! Dziękuję!

Baruch Haszem!

Ania Forystek

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

proszę udowodnij, że nie jesteś okropnym SPAMbotem: [wymagane]