lista S.

Jak to się dzieje, że czasami coś się w naszej głowie „zafiksuje” i żyje jakby zupełnie własnym życiem.

Już od miesiąca, każdego dnia, słyszę w mojej głowie motyw z filmu „Lista Schindlera”. Zaczynam się obawiać o swoje zdrowie psychiczne. Mój umysł stał się starym gramofonem, w którym igła trafiła na jakąś rysę i nie może pójść dalej. Trzeba małego drgnięcia, poruszenia, by muzyka grała dalej. U mnie zatrzymała się na jednym utworze i odtwarza go niemal nieustannie. Nawet gdy pojawiają się jakieś inne motywy, np. szabatowe, to i tak w tle słyszę „Listę Schindlera”.

Oczywiście dało mi to i nadal daje do zastanowienia się, dlaczego? Bo to już naprawdę długi czas. Czasem coś jakby „chodzi za nami”, nuci nam się, powtarza, ale później idzie w swoją stronę i tyle. A teraz jest jakoś inaczej.

Pomyślałam, że może mam jeszcze raz zobaczyć ten film, może jest w nim dla mnie jakieś przesłanie. Jak dotąd, obejrzałam około siedemdziesięciu minut, a film trwa trzy i pół godziny. Hm, oglądanie podzieliłam więc na sesje, może dam radę.

Zaczęłam też wyszukiwać na youtubie różne wykonania tego właśnie motywu, mając nadzieję, że może po „nasłuchaniu się”, wreszcie to odejdzie z mojej głowy. A tu jeszcze głośniej, jakby tuż za progiem stała cała orkiestra symfoniczna. Ale za to pozwolę sobie zamieścić linki do dwóch wykonań, które najbardziej poruszyły moją duszę (oczywiście jest mnóstwo wspaniałych innych wykonań, jak choćby samego Icchaka Perlmana, ale na razie je zostawmy).

Pierwsze doskonale zharmonizowało się z moimi odczuciami. Nie wiedziałam, tak przy okazji, że ludzie z pewnymi upośledzeniami fizycznymi, potrafią tak pięknie grać. Słuchając tego wykonania „zobaczyłam” miliony kolorowych motyli, które radośnie trzepocząc kolorowymi skrzydłami, wzbiły się wysoko do nieba. To było piękne, uwalniające, jakby na chwilę odeszło to coś, co męczy mnie już tak długo.

Link (27.07.2016):

https://www.youtube.com/watch?v=k-uAvM6ZTLc

 

Drugie, zupełnie inne od pierwszego, będące małą aranżacją na wiolonczele, było jakby łkaniem Szechiny, jej płaczem nad milionem istnień ludzkich, które przedwcześnie zniszczone, dopominają się dopełnienia, zakończenia, jakby dopisania ich historii. Głębokie, smutne, piękne. Wnika w najgłębsze otchłanie duszy.

Link (27.07.2016):

https://www.youtube.com/watch?v=L629Yy3VbB8

 

„Nasłuchanie się” nic nie pomogło, chociaż jakoś trochę mi z tą muzyką lżej.

Nie wiem jeszcze, dlaczego ta muzyka, ten właśnie motyw tak wtargnął do mojego umysłu, do mojego serca, do mojej duszy. Słyszę ciągle skrzypce, a w tle rozbrzmiewa cała wielka orkiestra.

Mieszkam przecież tu, na krakowskim Kazimierzu, gdzie odbyła się wielka część tych wszystkich tragicznych wydarzeń Zagłady, część tego fragmentu zdarzeń pokazanych w „Liście Schindlera”. Może coś chce przemówić, coś szuka jakiegoś światła, objawienia. Pozostaje mi jeszcze obejrzeć cały film (kiedyś już go oglądałam, chyba nawet dwa razy), ale teraz pewnie zobaczę go inaczej, zawsze po jakimś czasie widzimy inaczej, wyłapujemy inne znaczenia, motywy. I może czekają mnie odwiedzimy fabryki Oskara Schindlera. Nigdy nie byłam tam w środku, może nadszedł czas.

Już wiele razy zdarzało się, że jakiś motyw muzyczny „przyczepił się” do mnie i męczył, i męczył. Zresztą chyba wszyscy mamy często taką sytuację. Ale przyznaję, że pierwszy raz jest to tak mocne i tak długo trwa. Dlatego postanowiłam pójść za tym, zbadać.

 

Od kilku miesięcy niestety motyw Zagłady jest też żywy w moim umyśle. Pewnie to z powodu opowieści rodzinnych, smutnych, bolesnych i tragicznych. To nie jest łatwy temat i nie lubię do niego wracać, ale może trzeba się z tym zmierzyć. Uważam zresztą, że warto i należy stale przypominać o Zagładzie, by pamięć była wciąż żywa, by ludzie potrafili budować wartościowy świat, w którym człowiek może być Człowiekiem, w którym można szanować wzajemnie różnice wyznań i poglądów, bez narzucania, udowadniania, zmuszania do czegokolwiek.

Oskar Schindler mówi (w filmie) do swojej żony, zatapiając się w wielki świat wizji i marzeń, że wszyscy będą pamiętać o nim, o jego niezwykłej pracy, o jego wielkich czynach. To piękne, że myślał wtedy o fabryce, o swoim sukcesie finansowym, a osiągnął sukces i został zapamiętany z zupełnie innego powodu. To tak przy okazji spełniania się naszych życzeń, naszych marzeń, naszych wyobrażeń – droga do sukcesu i jego efekty, bywają zaskakujące.

 

!ברוך השם

 

Ania Forystek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

proszę udowodnij, że nie jesteś okropnym SPAMbotem: [wymagane]