Kosmos

Pewien rabi widząc niezwykle zabieganego jednego ze swych chasydów, zapytał go: „Kiedy ostatnio spojrzałeś w niebo, na gwiazdy?”. „Hm, nie pamiętam, rabi, jestem zajęty, nie mam czasu” – odparł zafrasowany chasyd.

A jak często my spoglądamy w niebo, jak często wpatrujemy się w rozgwieżdżone sklepienie niebieskie? Inna jeszcze rzecz, jak często mamy możliwość zobaczenia rozgwieżdżonego nieba, gdy dzisiejsze miasta całą noc wypełnione są sztucznym światłem latarni, sklepów, bilbordów, mieszkań itd.

Muszę przyznać, że tu, gdzie mieszkam, właściwie to najczęściej oglądam gwiazdy, zwane „gwiazdami Dawida”. Hahaha. Z okna widzę mały kawałek nieba (ale jakże piękny), a i wyjście z domu niewiele daje, tak jasno oświetlony jest cały krakowski Kazimierz. A i czasu jakoś nie ma, by nocą szukać rozgwieżdżonych miejsc. Cóż więc pozostaje? Albo kupić sobie teleskop, lunetę, czy coś tego rodzaju. Albo – zacząć organizować jakieś nocne wycieczki. Jeszcze zimą może z tym łatwiej, bo noc wcześniej nastaje. A teraz?

Uwielbiam rozgwieżdżone niebo. Dusza wtedy wzlatuje w bezkresną otchłań nieodgadnionego Kosmosu. I zdaje się słyszeć muzykę sfer, najczystszy śpiew planet, gwiazd i innych stworzeń kosmicznych.

Gdy myślę o Kosmosie, myślę o Stwórcy. Stworzenie Świata nie mogło być jakimś „przypadkiem”, jakimś kaprysem, jakąś tam wypadkową równań takich, śmakich i jeszcze nie wiadomo czego. Świat jest piękny i doskonały. Spójrzmy na ruchy planet, na ich nie pojęty dla nas byt. Gdzie jest kres Kosmosu? Gdzie kończy się Wszechświat? Mnie te rzeczy fascynują.

I jeszcze jedno: tzw. „czarna materia”. Coś, co podobno jeszcze nie do końca zostało zbadane. Dla mnie kwestia „czarnej materii”, to w czystej postaci początek Maase Bereszit, czyli Początek Dzieła Stworzenia. Na początku, podczas pierwszego dnia stworzenia, czytamy:

„Bóg wiedział, że światło jest dobre i oddzielił Bóg światło od ciemności”.

Bereszit/Księga Rodzaju, 1:4.

Czym jest ta pierwotna ciemność? Wiele razy zastanawiałam się nad tym. To jak koniec i początek wszelkiego stworzenia. To jak nieograniczony potencjał, który zarazem jest pustką.

Czytuję ostatnio książkę Aryeh Kaplana Medytacja żydowska. Bardzo cenię sobie tego autora i cieszę się ogromnie, że w końcu mamy coś z jego prac po polsku. Ale Aryeh Kaplan, mówiąc o medytacji żydowskiej, podaje taki przykład, aby w medytacji spróbować sobie wyobrazić, co jest za nami. A chodzi tu o wyobrażenie sobie pustki. I zupełnie nie zgadzam się z tym przykładem, bo są pewne techniki, które pozwalają nam „widzieć”, co znajduje się za nami. Za mną nie ma pustki, coś zawsze jest. Natomiast jeśli myślę o „czarnej materii”, która przecież nie jest materią, lecz właściwie pustym miejscem, wtedy rzeczywiście zaczynam przenosić się w nie zapełnione rejony.

Przywołałam tę książkę, bo dotyczy ona technik żydowskiej medytacji, a wpatrywanie się w rozgwieżdżone niebo jest chyba jednym z najlepszych sposobów, by osiągnąć taki właśnie stan specyficznej obecności.

I jeszcze jedna rzecz, taka nieco spekulacyjna, ale ciekawa. Podobno co jakiś czas blisko Słońca przelatuje Gwiazda Śmierci, nazywana też Planetą X. To ona kiedyś podobno zniszczyła Ziemię, zniszczyła niezwykle rozwiniętą cywilizację. Czy mamy w to wierzyć? Czy powinniśmy się bać? Nie wierzę w takie rzeczy, choć są ogromnie inspirujące i wciągające. Wierzę, że tylko Stwórca decyduje o tym, kiedy nasz świat zostanie zniszczony, choć może sobie stworzyć na przykład jakąś gwiazdę lub planetę, która nas zniszczy we właściwym czasie. Ale czy to miałoby sens? Piękna, harmonijna przestrzeń Kosmosu zapełniłaby się ogromem maleńkich kawałków, które zaśmieciłyby bezmiar Wszechświata, więc to chyba nie jest najlepszy sposób na Zagładę Ziemi.

Bezmiar Kosmosu jest doprawdy fascynujący. I gdy w tym ujęciu patrzę na te nasze zatłoczone uliczki, na tych biegnących ludzi, którzy walką o swój kawałek rzeczywistości, jakże wszystko wtedy staje się ulotne, jakże mocne stają się tu słowa z Księgi Koheleta:

„Ulotność daremna, daremna ulotność, mówi Kohelet. Wszystko daremne.”

Kohelet, 1:2, Wyd. Pardes, tłum. Sacha Pecaric.

Ale Kohelet głosi też pochwałę życia, pochwałę działania; ale wszystko ma swój właściwy czas.

 

Dobrego czasu!

 

Baruch Haszem!

 

Ania Forystek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

proszę udowodnij, że nie jesteś okropnym SPAMbotem: [wymagane]