nawiedzenie

Miałam taką przedziwną sytuację. Był późny wieczór. Byłam tego dnia bardzo zmęczona, czułam wręcz jakby jakieś ciężkie, ciemne fale przechodziły przez mój umysł i wprawiały go w stan nieznośnego uśpienia, melancholii, goryczy i wielkiego jakby rozdrażnienia.

Siedziałam w kuchni przy stole i jakoś zaczęłam rozmyślać o przeszłości, o tym, co miałam szansę zrobić, osiągnąć, z jakimi wspaniałymi ludźmi miałam do czynienia i – ogólnie – co zmarnowałam.

Nagle z drugiej strony kuchni rozległ się ogromny huk, jak gdyby potężny strzał i odgłos lecącego, rozbitego szkła. Tam, skąd dobiegł ten potworny dźwięk, nie ma okien. Zamarłam przez chwilę w przerażeniu, włosy stanęły mi dęba i pomyślałam: no pięknie, nawiedziło mi dom!

Ale, chwila, chwila, to niemożliwe – myślałam dalej – obok wielkie księgi Zoharu, to na pewno nie jest możliwe!

Pomimo całej mojej bujnej wyobraźni, wrażliwości, duchowości itp., przyszedł mi z pomocą zimny racjonalizm.

Przyznaję, że byłam mocno wystraszona, ale wstałam, powoli zaczęłam się rozglądać, z duszą siedzącą na ramieniu. Nic, żadnych zmian, żadnych znaków. Żaden ze stojących tam słoików nie wystrzelił. Nic.

Ale na podłodze zobaczyłam maleńką, okrągłą baterię. U mnie baterie raczej nie fruwają po podłogach. I co się okazało? Na piecu (piec jest już tylko ozdobą, więc nie był gorący, ani nawet ciepły) zostawiłam kiedyś dwie maleńkie baterie. I jedna z nich wystrzeliła, to znaczy delikatnie się otworzyła z wielkim hukiem i wypchnęła w powietrze drugą baterię, która lecąc dziwnym torem, zahaczając o postawiony obok na podłodze metalowy piekarnik, który wydał z siebie odgłos rozbitego szkła, chociaż w żaden sposób nie został uszkodzony, wylądowała na podłodze.

Oj, zaskoczenie moje było ogromne. Nie wiedziałam, że baterie mogą być tak niebezpieczne.

Poza tym, wiele razy słyszałam już o tym, jak to sprzęty współgrają z naszym stanem psychicznym. Zdarzało mi się już na przykład wyłączyć grający sprzęt muzyczny, gdy nagle się mocno zdenerwowałam. Gdy psują się nam „nagle” jakieś urządzenia, też warto zastanowić się, czy z nami wszystko dobrze. I też czasami długo niedziałające rzeczy, „nagle” znowu zaczynają działać.

Takie dostałam upomnienie. No, lepsze to niż strzał w nos. Już nie myślę, ile zmarnowałam, nie zrobiłam itd. Myślę, co mogę teraz zrobić, jakie podjąć wyzwania. I idę za tym. I polecam to wszystkim.

 

Baruch Haszem!

 

Ania Forystek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

proszę udowodnij, że nie jesteś okropnym SPAMbotem: [wymagane]