jeszcze o muzyce

Muzyka jest dla mnie czymś totalnym. Zaznaczam, że nie jestem muzykiem, chociaż zamierzam wkrótce rozpocząć naukę gry na skrzypcach, hahaha… A czemu nie? To moja miłość, wielka, przeogromna, paląca i jak dotąd, niespełniona, czy raczej nie wypełniona, nie dopełniona. A przecież Paganini, wielki skrzypek, też urodził się 27 października, jak ja. Zresztą Sylvia Plath, poetka, pisarka, którą bardzo sobie cenię, też urodziła się tego dnia. Dlaczego więc nie połączyć skrzypiec i pisania, poezji, dzienników, rozważań, myśli, przemyśleń? Oj, dusza moja by się radowała.

Wielu uważa, że w kosmosie rozbrzmiewa muzyka sfer. Wielu też pojmuje dzieło Stworzenia jako wielką symfonię stworzenia. Do takich należy, czy należał np. Gustaw Mahler. Jego III Symfonia składa się z sześciu części, które stanowią paralelę do właśnie sześciu dni Stworzenia. Symfonia ta jest niejako zachwytem nad Stwórcą i Jego dziełem, działaniem stwarzającym.

Jak powstał Świat, tak naprawdę, tego nigdy się nie dowiemy. Możemy jedynie mieć pewne hipotezy, domysły. Nie znamy początku i nie znamy końca. Ale – jak mówił Jung – każdy musi mieć jakąś swoją wizję, wyobrażenie. Nawet, jeśli oprzemy się tylko na Torze i na Maase Bereszit (Dzieło Stworzenia, czyli pierwszy rozdział Pierwszej Księgi Mojżeszowej), to i tak – pomimo ogromu mistycznego świata, jaki otwiera się i roztacza przed nami – niewiele się dowiemy. A traktowanie tekstu czysto literalnie, jest głupotą.

Dobrze, miałam pisać o muzyce.

Och, ale czy Tora nie jest jedną wielką partyturą? Śpiewanie z Tory, to jak wędrówka duszy pod czystym Słońcem Stwórcy i rozgwieżdżonym niebem jednocześnie.

Nie mogę się powstrzymać przed przyznaniem się do tego, iż od długiego już czasu, w wielkim, przeogromnym zachwycie, słucham i oglądam koncert zarejestrowany w 2012 roku, a jest to rekompozycja Vivaldiego dokonana przez Maxa Richtera. Nie wiem, czy to jedynie przejaw mojej miłości do skrzypiec, czy też ta muzyka jest naprawdę tak totalna. No, przynajmniej dla mnie taką jest. Albo moja dusza tego właśnie potrzebuje. No nie wiem, nie wiem. Tak czy inaczej zachwyca mnie nie tylko sama muzyka, chociaż ona przede wszystkim, ale też sposób, w jaki został zarejestrowany ten koncert. Można zachwycać się każdym poruszeniem smyczków, drganiem strun. Po prostu piękne.

Nie jestem zwolenniczką tych tak zwanych przeróbek, ale to dzieło mnie oczarowało. Tak jakby Vivaldi otrzymał nowe życie. Cztery pory roku to zresztą chyba jedno z najbardziej znanych dzieł na świecie i cały czas zachwyca. To fenomen. Ludzie tego słuchają i czy wtedy ktoś się zastanawia, kim jest ten inny słuchający, jakiej rasy, wyznania, jakie ma poglądy, włosy itd.. Muzyka pochłania totalnie i jednoczy, i przenika głęboko.

Istnieją podobno pewne mistyczne dźwięki…

Poniżej koncert Maxa Richtera. Polecam.

 

Jest jeszcze jeden koncert, który mnie ostatnio oczarował, a na który jakoś tak trafiłam, jakoś tak. Chociaż muzyka tego kompozytora zachwyca mnie już od wielu, wielu lat. Zbigniew Preisner. Zwłaszcza jego muzyka do filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Koncert został zarejestrowany w Łodzi. Fascynujący. Przy motywie z Podwójnego życia Weroniki (to jeden z moich ulubionych filmów) łzy już sobie swobodnie płynęły po moich policzkach.

Poniżej koncert Zbigniewa Preisnera. Również polecam.

 

Pozwolę sobie zamieścić jeszcze jeden, krótki filmik. Tym razem nie będzie to muzyka, lecz rozmowa o muzyce, a właściwie o działaniu muzyki. Jest to rozmowa z Leszkiem Możdżerem, pianistą, kompozytorem, którą przeprowadził redaktor jakiejś Telewizji Niezależnej. Przyznaję, że nie znam tej telewizji, zresztą telewizji nie oglądam, telewizora nie posiadam. Nie utożsamiam się więc z tą NTV. Jednak Możdżera bardzo sobie cenię i akurat ta jego wypowiedź doskonale wyraża to, co we mnie gra, śpiewa, mówi, szlocha, woła, milczy.

 

Chciałabym móc kiedyś z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jestem tutaj, na ziemi, po to, by pisać i aby swoim pisaniem otwierać ludzkie serca. Nawet, jeśli to tylko pisanie o muzyce, a nie jej wykonywanie. By w czyimś sercu powstała szczelina i przez nią wpłynęło Światło. A później jeszcze trochę i więcej. I by stał się cud. I by zajaśniał Dzień. I by można było już powiedzieć, jak Stwórca, gdy tworzył: Wajar Elohim haor ki tow (I widział/wiedział Bóg, że Świato jest dobre). Bereszit (Genesis), 1:4.

Każdy dźwięk jest wibracją. Każdy człowiek ma określoną wibrację. Podobno niezwykle uzdrawiające jest śpiewanie swojego imienia lub, gdy ktoś nam śpiewa nasze imię. I też znalezienie własnej pieśni. Po co to wszystko? By być znów bliżej siebie, bliżej Boga, bliżej innych. By inni nie byli już innymi, ale naszymi – to tak parafrazując Jerzego Grotowskiego. Ale o tym więcej wkrótce.

 

Baruch Haszem.

Anna Forystek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

proszę udowodnij, że nie jesteś okropnym SPAMbotem: [wymagane]