Baruch Haszem

Planowałam, że będę pisać jakieś niezwykle mądre, uczone teksty o kabale, mistyce, duchowości i tak dalej. I też właściwie nie wiedziałam tak do końca, o czym będzie ten mój blog. I chyba nadal tak do końca tego nie wiem. Ale to, co staje się dla mnie jasne, to fakt, że na początku moje pisanie będzie dla mnie formą terapii. Będę pisać o tym, co jest we mnie, co mnie dręczy, męczy, raduje, przygniata, wznosi. Moja droga z ciemności do Światła.

Zamiast więc mądrych, uczonych tekstów będą proste myśli, zdania, jakieś tam rozważania. I chociaż różne teksty dotyczące rabinów, kabalistów, draszy, midraszy przechodzą przez moją głowę, będą zmuszone zaczekać jeszcze jakiś czas, może wieczność. Wszystko niech idzie po kolei, krok po kroku, bez udawania, bez zbędnego nadęcia, bez rozbuchiwania swego ego i udawania kogoś tam wspaniałego, uczonego, mądrego.

Przyznaję, pragnę być Kimś!, być wyjątkowa, szanowana, doceniana, pragnę, by liczono się z moim zdaniem. Dlatego chciałam pisać mądry, nadęty intelektualnie, wspaniały blog. Jednak zamiast tego, będzie mozolne wychodzenie z ciemności.

Pisanie ma ponoć – zresztą, jakoś tam trochę tego doświadczyłam – ogromne działanie terapeutyczne, więc będę pisać. I tak robię to od lat, ale teraz będę pisać, by może jeszcze ktoś mógł sobie to przeczytać. Nie wiem, czy w ogóle ktokolwiek zajrzy na tę moją stronkę, czy w ogóle komuś będzie chciało się poświęcić odrobinę czasu na przeczytanie tych moich jakichś tam rozmyślań. I przyznaję, że ta myśl nieco mnie przyhamowuje, bo od razu w mojej głowie rozlegają się słowa: ale po co ty to będziesz pisała, szkoda czasu i tak tego nikt nie przeczyta! No i takie tam. Ale stwierdziłam, że ok. Nikt tego nie przeczyta. W porządku. A ja i tak będę pisać. Choćby dla siebie. Tak po prostu. By jakoś się zaznaczyć. By pozostawić jakiś ślad, bo wszystko, co robimy tutaj na dole, odznacza się tam, w górze. Ale to zupełnie inny temat.

Moją wielką fascynacją, zachwytem, miłością są chasydzkie opowieści. Czytam je niemal codziennie. Wczoraj otworzyła mi się taka oto krótka opowieść:

             „Rabbi Rafał z Berszady powiedział: „Mówią, że pyszni narodzą się powtórnie jako pszczoły. Pyszny bowiem wciąż powtarza w głębi duszy: ‘Ja jestem pisarzem, ja jestem śpiewakiem, ja jestem uczonym’. A ponieważ to do nich właśnie odnoszą się słowa, że pyszni nie nawrócą się nawet u progu piekieł, odrodzą się więc po śmierci jako pszczoły, które huczą i brzęczą: ‘Ja jestem, ja jestem, ja jestem!’”. (Martin Buber, Opowieści chasydów)

Taka ot, historyjka. Nic wielkiego. Ale co o tym myśleć biorąc pod uwagę fakt, iż człowiek pragnie uznania, pragnie być kimś?

Tak myślę, że z jednej strony nie ma w tym niczego strasznego, czy raczej ciemnego, że mamy pragnienia bycia kimś ważnym, ale też chyba istotne jest rozróżnienie, skąd przychodzi nasze pragnienie. I tutaj z pomocą oczywiście pojawia się przede mną kolejna opowieść. Ale to tak króciutko.

Jest taka historia o dwóch wilkach, które żyją w nas. I to od nas zależy, którego z nich karmimy. A karmimy je naszymi myślami, naszym działaniem lub też brakiem działania. Z jednej strony jest nasza zawiść, lenistwo, złość, nienawiść, lęki, zabójstwa i cała gama wszelkich ciemnych spraw. Natomiast z drugiej jest nasza bezinteresowność, zrozumienie, dobre uczynki i tak dalej, i tak dalej, to wszystko, co napełnia nas (i innych) Światłem. (Bardzo ta opowieść przypomina słowa Zoharu o jecer hara i jecer hatow. Ale o tym innym razem.)

Czasami jednak niektóre ciemne rzeczy potrafią wyzwalać w nas i wokół nas ogromne, czy choćby maleńkie Światło. Mnie ogarnęło całe stado wilków, ciemnych, wyjących, to znów przymilających się zdradliwie, czekających, by tylko nakarmić je moim żalem, goryczą, złością, moim poczuciem bycia nikim, bycia bez wartości, moim zdołowaniem, przygnieceniem, zniewoleniem ogarniającymi mnie niezliczonymi codziennymi, przyziemnymi obowiązkami. A jednak, może właśnie dzięki temu postanowiłam, że będę o tym właśnie pisać, o tej walce, jaką toczę codziennie. I chociaż wiem, że ta walka nigdy się nie skończy, bo Stwórca, niech będzie błogosławiony, już od początku dał nam ciemność i Światło, to jednak wiem, że czym innym jest pozwalać, by coś nas niszczyło, a czym innym jest sprawiać, by karmić właściwą stronę.

Oj, wiele tematów tu mi się ukazuje, ale może o tym jakoś stopniowo dalej.

Jeśli ktoś tu zajrzy, poczyta, przeczyta i może pojawi się jakaś myśl, spostrzeżenie, uwaga, to proszę o komentarz.

Baruch Haszem

Ania Forystek

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

proszę udowodnij, że nie jesteś okropnym SPAMbotem: [wymagane]